Tajemnica klątwy pałacu w Avarua, Rarotonga, Cook Islands, Południowy Pacyfik

inner circle 2

Weszliśmy dzisiaj z Isabell do pałacu jakiegoś ważnego rodu tutejszego, na tyłach którego znajduje się święte miejsce Marae. Ludzie na wyspie gadają, żeby tam nie wchodzić, bo krwią bratnią przelaną miejsce splamione i klątwą obłożone i że czarna magia. No to mamy za swoje. Zaraz potem jak wyszliśmy stamtąd aparat się zepsuł, no cisza zupełna jakby nagle umarły przez noc ładowane baterie. Ruszyliśmy niezrażeni w dalszą drogę, no bo to przecież bzdury jakieś, gusła zwykłe i tyle. W lagunie Muri biegniemy do wody, bo na płyciźnie płaszczki na naszych oczach tańczą fascynujący taniec godowy. Spieniona woda, przewalają się, unoszą niemal nad wodą, ich rozpostarte skrzydła w pionie jak płetwy grzbietowe rekinów tną szmaragdową powierzchnię laguny. Stoimy dosłownie tuż obok nich zapamiętałych, nie zważających na nas, odurzonych. Wracamy na plażę, a Izy klapków nie ma, przepadły, gdzieś pewnie sobie poszły. Jedziemy dalej. No bo czy to nie pięknie jest tak jeździć sobie na skuterku w doborowym towarzystwie przez tonące w egzotycznej roślinności zakamarki wulkanicznej wyspy? Przez chwilę jak pijani miotamy się od lewej do prawej. Co się dzieje?… Powietrza nie ma w kole. No nie pięknie? Lecz co tam. Nawet jak złapie się flaka, to przecież zawsze znajdą się znajomi, lub znajomi znajomych, miejscowi, co ci pomogą, motor na pick upa załadują i zwiozą na pace do domu. Klątwa? Eeee tam : – ) Ale dobrze jest już być z powrotem w domu. W domu Iza robi kolację. Na kolację jest taro, taka roślina bulwiasta jak nasze ziemniaki i liście taro co nazywają się tu rukau, co jak szpinak smakują, więc z jednej takiej rośliny na oleju kokosowym można przyrządzić pyszne danie wzmocnione do smaku chili zerwanym przed chwilą w ogrodzie. Yummy : – ) Iza odpoczywa po intensywnym dniu z książką na hamaku, a my się zajadamy i oglądamy mecz rugby z jej chłopakiem Tyronem i jego tatą, Nowozelandczykami, którzy przenieśli się na Rarotongę kilka lat temu. Ale pochodzą z Auckland, więc oczywiście, że kibicują swoim. Mecz ważny, bo Auckland Worriors grają dzisiaj z Roosters z Sydney. Po czasie podstawowym, pasjonujących zwrotach, prawdziwym horrorze 28:28. W dogrywce piękna akcja z przyłożeniem iiiii… TAK!!!! Wygrywają Nasi!!!!!!

Więcej zdjęć z tego dnia wstawiłem na facebooku: https://www.facebook.com/konradwilk46

True You

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s