Do piekła jest najbliżej z Nowej Zelandii

Byłem grzeczny, więc poleciałem do Piekła

„…Lecz „nic to” – śmierć, czy „nic to” – życie?
Potyczki, zwady i miłostki?
Do nieba leci Mały Rycerz,
Do nieba jest najbliżej – z Polski…” – śpiewał mój ukochany mistrz pióra, czarodziej słowa, tytan intelektu Jacek Kaczmarski.

 

To ja sobie dzisiaj pośpiewam z dużo mniejszym kunsztem, ale za to z bliską mi skłonnością do przekory, o tym jak z Nowej Zelandii jest blisko do piekła. Diabeł musiał upodobać sobie to miejsce, skoro tak blisko powierzchni umiejscowił swoje podziemne królestwo. A kto zwykł zapierać się, że tylko niebo takie super, a co od pana ciemności pochodzi to grzech, sromota, na które jeno krzyżyk i woda święcona, to proszę sobie popatrzeć.

rot6

 

 

 

rot5 rot8

Zatoka obfitości

Jest takie miejsce w Nowej Zelandii, gdzie szczególnie uwidaczniają się wszelkie zjawiska geotermalne. Zlokalizowane są one wszystkie w okolicy miasta Rotorua, w regionie o pięknej nazwie Bay of Plenty. I faktycznie mnóstwo tu tego wszystkiego. Bulgoczące błota, gorące rzeki, gotujące się jeziorka, syczące z wnętrza ziemi gazy, buchająca ze skał para, szumy i pomruki, tryskające w niebo gejzery i pewien stawik, który miał dla mnie ogromne znaczenie.

rot2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zamiast się dowiadywać, doświadczaj

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze wieże WTC piętrzyły się dumnie nad nowojorskim Manhattanem, umyśliłem sobie, że chcę pracować w Magazynie Turystycznym „Podróże”. Od dostępnego mojej pamięci „zawsze” zupełnie porąbany byłem na punkcie piękna świata, jego różnorodności, bogactwa kultur, języków, zwyczajów ludzi, zjawisk przyrody. Chciałem odkrywać, poznawać, docierać, zdobywać, dotykać, stawać się częścią, doświadczać wymiany, poczuć, posmakować, wtapiać się, a jednocześnie być w drodze. A właśnie. Wyobraźcie sobie, że wypożyczyłem parę dni temu samochód. Stoję sobie i patrzę na niego dzień po tym jak pisałem o chodzeniu i tych całych oświeconych mądrościach, a tu nagle mój wzrok przykuwa napis nad tablicą rejestracyjną : – ) No sami zobaczcie:

rot12

 

A wracając do Magazynu Turystycznego „Podróże”. No wymarzyłem sobie, wierzyć nie śmiałem…, a własnie, że śmiałem i śmiało napisałem do Pani ówczesnej red. nacz. Danuty Zdanowicz. I choć nie do redakcji, to do działu reklamy mnie przyjęli, bo wykształcenie miałem marketingowe. A co to ma wspólnego z Nową Zelandią? A ma, bo pierwszy numer „Podróży” do którego załatwiałem reklamy, i załatwiłem : – ) to był numer z tematem przewodnim… napięcie rośnie… No… Nowa Zelandia, a na okładce zdjęcie… pewnego stawiku, który miał dla mnie ogromne znaczenie. Jesteśmy już coraz bliżej rozwiązania tej wielowątkowej, zagmatwanej historii.

A co tam kieliszek, a co tam wiadro – cały staw

Stawik nazywa się Champagne Pool i faktycznie woda w nim buzuje, jak szampan. Wtedy, gdy ten numer się ukazał, to było dla mnie wielkie święto, bo to pierwszy numer „Podróży” za mojej kadencji, rozumiecie, ja w „Podróżach”, moje marzenie, w numerze moje reklamy, no i ta Nowa Zelandia, i ten cały basen szampana na tę okoliczność mojego święta. Czytałem każdą literkę tego numeru po kilka razy. Wymarzyłem wtedy sobie, że tam kiedyś pojadę, do tej Nowej Zelandii, w związku z którą rozpoczął się wtedy nowy okres w moim życiu. Dzięki temu, że mnie wtedy przyjęto do „Podróży” zacząłem pracować w mediach. Po „Podróżach” były kolejne wydawnictwa. A w jednym z nich poznałem moją cudowną, kochaną żonę. Moje życie wtedy, gdy pozwoliłem sobie na „wysiłek” pójścia za głosem moich marzeń diametralnie uległo zmianie. Przestawiłem zwrotnicę. I powiem wam, że to nie tylko wtedy. Przyjrzałem się mojemu życiu, jestem w kontakcie z moimi klientami w coachingu. Zawsze wtedy, gdy pozwalamy sobie na taki zdecydowany krok w zgodzie z sobą, to zwrotnica się przestawia i ma to ogromny, korzystny wpływ na nasze życie. Echhh… Aż mnie zatyka wzruszenie… A może to odór tych wszystkich tutejszych wyziewów? Cała okolica śmierdzi zepsutymi jajami. Ech panie diabeł, może by tak kąpiel… Ja wziąłem takową w gorącej rzece uprzednio namydliwszy się dokładnie zawilgoconą białą skałą zdrapaną ze ścian jaru w którym rzeka płynie – oczywiście za namową miejscowych Maorysów, za namową których do tego wrzątku wszedłem. Mówią, że za takie kuracje ludzie w kąpieliskach Polynesian Spa w Rotorua ciężko płacą, a tu przyroda za darmo rozdaje, jak tym fokom ryby w ławicach, o których wcześniej pisałem.

rot9

Pozwoliłem sobie na pójście za głosem moich marzeń i przyjechałem do Nowej Zelandii. I stoję w Wai O Tapu, około 30 km na południe od Rotorua, a przede mną on, największy na świecie kieliszek szampana, i to na gorąco : – ) Cheers – za zdrowie tych, którzy pozwalają sobie na to, by przestawiać zwrotnice.

rot4 rot7

 

Niebo, czy piekło dumam wieczorem? Do nieba w sumie i tak po śmierci pójdę, bo jestem dobrym człowiekiem, więc może by tak bliżej piekła za życia? Diabeł słysząc to podekscytowany w ekstazie aż… hmm… no sami zobaczcie, jak potrafi podniecić się diabeł:

rot11

True You soon

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Do piekła jest najbliżej z Nowej Zelandii”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s