„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – recenzja Maciej Bennewicz i wieczór autorski

maciek bennewicz - portretKochani

Zawalony jestem, więc mniej piszę, ale już jutro mój wieczór autorski, to sobie pogadam. Zapraszam Warszawiaków o 18.00 do Kawiarni Terapeutycznej ul. Braci Wagów 20 – piątek 12 stycznia. Dobrze, że nie 13tego : – ) Z takim tytułem : – ) Brrryyyy…

A póki co pozwolę mojemu mistrzowi Maćkowi Bennewiczowi parę słów o książce : – )

Współczesny czytelnik, człowiek poszukujący dróg rozwoju, nowej wiedzy, inspiracji staje przed trudnym wyborem. Brzmi on mniej więcej tak: Na rynku jest niezliczona ilość poradników. Z jakiego powodu miałbym czytać – właśnie ten?

 

Już sam tytuł książki Konrada Wilka zapowiada tekst kontrowersyjny. To, co wydaje się koniecznością we współczesnym marketingu, czyli epatowanie odbiorcy, szokowanie, dyskusyjność  – może dla czytelnika bardziej wyrobionego początkowo tworzyć dystans. Jednakże to pierwsze wrażenie nie powinno czytelnika zmylić. Dlaczego po tę książkę sięgnąć warto?

 

Zderzenie samobójstwa ze zmartwychwstaniem brzmi tyle zaskakująco, co niepokojąco. W świecie chrześcijańskich symboli zmartwychwstanie jest obietnicą religijną ściśle związaną ze zbawieniem – samobójstwo zaś, jest grzechem ciężkim. Podobnie zaskakująca jest sama treść, lecz w inny sposób. Jak autor chce wybrnąć z tego napięcia, które stworzył od samego początku?

 

Mamy tu zaproszenie do intrygującej podróży, dzięki której możemy przyglądać się losom człowieka jako podmiotu – zarówno uwikłanego we własną psychologię jak i kulturę, kreowanego przez rozwój cywilizacyjny i ograniczanego przez obyczaj i normy. Autor świadomie zderza w swojej książce kluczowe dla naszej polskiej, zachodnio – wschodniej kultury – archetypy takie jak: śmierć, samobójstwo, zmartwychwstanie, odrodzenie, ewangelia, elementy magii cyfr, podróż, oświecenie, samopoznanie i wiele innych. Wilk czerpie z tradycji wschodu i polskiej tradycji kulturowej. Pojawi się tu i Kmicic – bohater, i  Stańczyk – błazen, i współczesny bohater popkultury Jack Sparrow – pirat. Nie zabraknie też mistrza.

 

Wczytując się w pierwsze kartki książki zastanawiałem się czy to się jakoś sklei? Jak autor przeprowadzi czytelnika przez siatkę pojęć i symboli czerpanych z różnych tradycji, kultur i doświadczeń? Jak wybrnie z tego napięcia, a zarazem trudności, zbudowanej od pierwszych wersów? Zadanie wydawało się bardzo ambitne – tak dla czytelnika jak i dla samego autora. Jednakże zamysł autora zostaje wprowadzony w życie, czyli w tekst, w konsekwentny i twórczy sposób. Czytelnik zaproszony jest bowiem do swego rodzaju baśni. Baśń staje się doświadczeniem, a więc realnym życiem przez zaproszenia do wykonywania ćwiczeń.

 

Poruszamy się w świecie metafory, w której poszczególne etapy, to stopnie rozwoju osobistego prowadzącego do spójności osobistej,  którą autor uznaje w pewien sposób za cel główny. Chodzi zatem o szczególny rodzaj prawdy o sobie. Metaforyczność opowieści i połączenie jej z symbolami podróży oraz etapami zmiany – stanowi ów atrakcyjny „klej” formalny,  dzięki któremu książkę dobrze się czyta.  Jest to zabieg bardzo trafny i pomocny dla czytelnika. Jakże lepiej wczytać się w metafory, jak nie poprzez metaforyczną opowieść o rozwoju osobistym.

 

Lecz nie tylko o czytanie tu chodzi. Podróż jest również poradnikiem, a raczej przeżyciem, dzięki któremu zmiana ma nastąpić. Bardzo pomagają w tym piękne ilustracje, ćwiczenia osobiste oraz opowieści „z życia wzięte.” Archetypy i symbole będą towarzyszyć czytelnikowi przez całą lekturę książki. Ów zabieg sprawia , że jej metaforyczna warstwa pozwala zanurzyć się w opowieści  i jednocześnie w niej uczestniczyć. Poznamy role, które kształtują nasze opowieści o sobie, lecz również te, które wzmacniają i budują osobowość.

 

Mamy tu również cały repertuar ćwiczeń o korzeniach behawioralno – poznawczych, dobrze ugruntowanych we współczesnej psychoterapii, coachingu i mentoringu. Dzięki nim czytelnik może dokonywać konkretnych interwencji, introspekcji, a nawet zmian. Może śledzić swoje postępy i lepiej rozumieć własne motywacje.

 

Do kulturowych modeli, z których wyłaniają się archetypy (pradawne i nowe symbole) autor włącza również starszą i nowszą wiedzę na temat człowieka. Typy temperamentów według Hipokratesa – Galena, poziomy logiczne wg. Roberta Dilts’a,  koncepcje flow (przepływu) – Mihaly’ego Csikszentmihalyi’ego, czy też koncept cienia Carla Gustaw Junga i inne.

 

Zapraszani jesteśmy do programu zmiany. Zadania, które czytelnik ma wprowadzić w życie są jak elementy podróży, jej kolejne etapy, dzięki którym zbliżamy się do odkrycia tajemnicy, odnalezienia osobistego skarbu. Chodzi zatem o coś więcej – o przełom, świadomą zmianę, autokreację, a nawet nirwanę. Jakiż to skarb mamy odkryć podążając ścieżką, jaką wytyczył nam Konrad Wilk?

 

Będzie to skarb spójności, która jest drogą do osobistej wizji sukcesu, do tego w jaki sposób urealnić ma się nasze marzenie o nas samych. Swoistą kropką nad i jest osobiste wyznanie autora o jego historii spójności.

 

Jednym z najciekawszych zaproszeń, które dla mnie jako dla czytelnika wystosował autor jest słowo „odkryj”. Zapraszam zatem i zachęcam do wejścia na drogę odkrywania siebie, swojej głębokiej natury i życiowej misji w ślad za opowieścią Konrada Wilka, który jako autor opisał, a jako człowiek doświadczył własnej spójności.

 

Maciej Bennewicz

Reklamy

Po prostu jestem i po prostu działam

aaa

Hologram duchowego życia

Jakiś wewnętrzny imperatyw pcha mnie przez lata ku przestrzeniom nieodgadnionym, ku tajemnicy, ku światłu migoczącemu na końcu korytarza. Oczarowany, jak dusza opuszczająca ciało sunę ku niemu zbywając wszystko co zbędne, co ciąży, co ściąga z obranej raz drogi. Złoszczę się, niecierpliwię, gardzę miałkim, zwyczajnym, codziennym, banalnym, powtarzalnym, bezrefleksyjnym przeżywaniem życia. Zatracam się w swoich poszukiwaniach, odkrywaniu, zagłębianiu się w istotę istnienia. Ruszam w samotną podróż po świecie Wschodu, gdzie duch, gdzie esencja, gdzie wyższa prawda za każdym rogiem czeka, gdzie byt nadrzędny objawia naturę swej doskonałości. Świadomość wyższych rzędów nie pozwala na to, by z rzadka jedynie w gości do niej wpadać. Wznoszę się więc bez żalu i od tej pory już z nią tylko w przestworzach, między wymiarami lekko sobie latam.

Świadomość nieświadomego

Mijają lata, rozglądam się dokoła… pustynia, suchy piasek. Rozeszli się ludzie. Tęsknota relacji z absolutem rozmyła ziemskie relacje. Czy sensem mojego pobytu na ziemi jest zwiedzać odmienne wymiary? A może to zwykła ucieczka przed życiem, w którego przejawach wyzwania dla serca ranionego doświadczeniami o tysiącu ostrzy? Dotychczasowe poczucie wyjątkowości spotyka się z gorzkim rozczarowaniem. Tak bardzo myślałem, że ponad przeciętność wykraczam, aż z bólu utraty sprawę sobie zdałem, że cała ta moja nadniebna podróż była wynikiem strachu przed życiem, przed ludźmi i pewnie przed sobą samym. Wyjście poza schematy, jest również pewnym schematem, strategią nieświadomego, które dla niepoznaki imię „świadomość” sobie samu nadało.

Jedność istnienia

W płomieniach cierpienia pokora się dobrze wypala. Osiadam w popiołach na ziemi. Brudny i umorusany rozglądam się, czuję ciekawość do tego, co niegdyś uznawałem za zbyt zwykłe, bym miał temu poświęcać uwagę. Gdzie spojrzę wokół siebie, tam pogorzelisko. Patrzę dalej. Z czasem zaczynam też widzieć wyraźniej. Ludzie żyją tym wszystkim, czym ja żyję, choć tego tak widzieć nie chciałem. Mają rodziny, dzieci, rodziców, znajomych, przyjaciół, prace, problemy w związkach, choroby, rachunki do zapłaty, radości, smutki, żale, pomysły, plany, doświadczają utraty, bywają rozczarowani, wątpią, wierzą, boją się, mają nadzieje, problemy finansowe, nagrody, wakacje, święta, korki na ulicach, lekcje robią z dziećmi po szkole, poczucie bezsensu istnienia, depresje i chwile wytchnienia. Patrzę na nich i miłość bezkresna w moim sercu wzbiera. Poczucie wspólnoty, przenikające mnie doświadczenie wymiany, bliskości tak przejmującej, jak przytulenie na dobranoc osoby nad życie kochanej. To nie jest tylko kwestia podobieństwa, a raczej niewysłowionej jedności, jakby energia życia się rozlała łącząc nas ze sobą siecią niedostrzegalnych połączeń, jak dendryty łączą się w mózgu synapsami. W ułamkach sekund wyładowania elektryczne przenoszą nieskończoną ilość danych w tym fascynującym systemie utkanym z losów człowieczych.

0000Życie

Zakochałem się w życiu, którego dotykam, które smakuję, którego barwy splatają się w różnych odcieniach, którego dźwięki wibrują drżeniem w każdej komórce mojego ciała. Życie przeżywam w każdym codziennym „teraz”. Nie tylko jestem, ale też całym sobą działam, jeżdżę, spotykam, poznaję. Cieszę się relacjami, mam wiecznie niezaspokojoną ciekawość drugiego człowieka. Napięcie zmienia mi się w swobodne rozluźnienie. Oddycham pełną parą. Nauczyłem się dawać i czerpać radość z tego, że dzielę się z innymi tym co mam w sobie do dania, a jest tego wiele. Nie dążę już tak do kresu w poszukiwaniu niedoścignionego. Odpuszczam. Po prostu robię to, co do mnie należy, co lubię robić dla ludzi, tutaj, na tej ziemi. Tyle źródeł z niej bije, tyle rzek wokół przepływa, tyle drewna czeka, by je na szczapy porąbać, tyle nasion jest do zasadzenia. Życie smakuje najlepiej, gdy żyję tym życiem wśród żywych, dla żywych, dla życia. A co z tą duchowością i świadomością istnienia? Otwieram w sobie przestrzeń, uwalniam, zostawiam, przyzwalam, by łączył się byt mój z działaniem. Co z tego wyniknie? Nie wiem, nie szukam odpowiedzi, nie zmierzam. Po prostu jestem i po prostu działam.

Truly You soon

Już niedługo w sprzedaży pojawi się moja nowa książka „Jak się zabić, by zmartwychwstać” – oczywiście dam znać na blogu, jak to się wydarzy : – )

Zdrada, seks, miłość i partnerskie relacje

Ile-razy-w-tygodniu-powinienes-uprawiac-seks_article

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdrada, seks, miłość i partnerskie relacje  

czyli jak możecie się stawać świadomymi Strażnikami Miłości

Myślimy o seksie, mówimy o seksie, uprawiamy seks, budujemy relacje w oparciu o seks, łączymy się ze sobą w pary żeby mieć stały dostęp do seksu, rozwodzimy się ze względu na słaby seks, jego brak, albo wyobrażenie o czekającym nas lepszym seksie z innym partnerem, mamy w wyniku seksu dzieci, rodziny, zdrady, depresje, aktywność fizyczną, pieniądze, miłość, nienawiść, gwałty, morderstwa, filmy, muzykę, taniec, wojny, tabletki, motele, podróże, władzę i zniewolenie… Uff, mógłbym tak bez końca. Uprawiać seks? To też : – ) ale tym razem parę słów wam o nim napiszę.

Ci którzy mnie znają wiedzą, że od wielu lat pracuję z ludźmi indywidualnie, pomagam parom, prowadzę grupy warsztatowe w tematyce relacji i związków. Seksualność, jak już zauważyłem, jest bardzo ważnym czynnikiem determinującym jakość relacji. Postanowiłem pokazać wam jak objawiać się może w naszym życiu w zależności od naszego poziomu rozwoju. To co przeczytacie może poważnie zachwiać waszym dotychczasowym wyobrażeniem, obalić przekonania, otworzyć oczy, a przede wszystkim pomóc w bardziej świadomym cieszeniu się jednym z potencjalnie najpiękniejszych przejawów naszego istnienia.

Część z was wie już o tym, że w mojej książce „Jak się zabić, by zmartwychwstać”, która się niedługo ukaże w sprzedaży, prezentuję własną koncepcję Etapów Spójności Osobistej, czyli kolejnych poziomów, na które może wchodzić człowiek na drodze swojego życia. Nasza seksualność nam w tej drodze towarzyszy, a wraz z naszym rozwojem zachodzą w niej bardzo wymierne zmiany.

Prymitywne instynkty przetrwania

Na niskim poziomie rozwoju, który ja nazywam Etapem Pierwotnym, naszą seksualność determinuje dosyć prymitywny instynkt, popęd charakterystyczny dla ssaków, który my ludzie potrafimy nazywać górnolotnie zauroczeniem, a nawet zakochaniem. Bywają okresy, że jest on tak silny, że aż wymyka się spod kontroli danego osobnika. Kiedy pojawia się taki impuls wywoływany jakimś silnym, bezrefleksyjnym bodźcem, człowiek ślepnie. Odurzony pożądaniem skacze na główkę do basenu niezależnie od tego, czy jest tam woda, a jeśli nawet jest, to nie ważne jaka, ważne jest żeby skoczyć i już. Wcale nie musisz stale żyć na najniższym poziomie rozwoju, by na nim się znaleźć. W naszym życiu pojawić się mogą po prostu sprzyjające okoliczności, sytuacje, jak przedłużające się problemy w związku, w pracy, przedłużający się stres, kłopoty finansowe, depresje, przeciążenia, lęki. One wszystkie wpływają destrukcyjnie na twoje poczucie bezpieczeństwa. Ciało migdałowate, najbardziej prymitywne oprzyrządowanie twojego mózgu przejmuje kontrolę nad twoim postępowaniem zawsze wtedy, gdy poczujesz się zagrożony. To ono przeniesie cię niezauważalnie w przestrzenie instynktów pierwotnych niezależnie od tego, co będziesz na ten temat myśleć, jak usprawiedliwiać, bądź po prostu uzasadniać swoje postawy.  Na tym poziomie szeroki tunel, bezdenna studnia niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych z dzieciństwa pociągnie cię ku ograniczającym wzorcom dzieciństwa ku prymitywnym i nieskutecznym próbom ich kompensacji. Zniechęcam do ocen, szukania tzw. postracjonalizacji takich postaw. Wystarczy, że uznasz i uświadomisz sobie źródło takich impulsów. Nie chodzi o szukanie usprawiedliwień, nie ma sensu biczowanie kogokolwiek pod pręgierzem moralnym, ale o świadomość, która jest wolna od ocen i osądów.

Gałązka na wietrze

Nawet na wyższych poziomach rozwoju zwanych w moim zestawieniu Etapem Człowieka Plemiennego i Wojownika,  falowanie przedmiotu i podmiotu naszych wyborów i preferencji seksualnych jest cechą dla tych poziomów reprezentatywną. Ludzie doświadczają zmienności w zaangażowaniu w wyłączność i wierność swoim wybrankom. Nierównowaga okazuje się być dość powszechnym, acz przeczącym stałości przejawem homeostazy systemu, jaki tworzymy w naszych parach. Raz mamy dostęp do podjętych wspólnie decyzji i zobowiązań, a innym razem z siłą wodospadu od nich odpływamy, porzucamy i skaczemy w ramiona kogoś innego. Towarzyszą temu również stany zaburzeń wewnętrznych wywoływanych nieświadomie przeżywanymi czynnikami zewnętrznymi. Na tych niskich poziomach rozwoju to właśnie te czynniki zewnętrzne działają jak spust dla naszych zaszłościowych, niezaopiekowanych uwarunkowań. Brak stabilnej bazy ukonstytuowanych wartości tłumaczymy, z wykorzystaniem niezliczonych memów społecznych jakimi jesteśmy przez całe życie zalewani, romantycznością, radością życia, wyzwoleniem, czyli niczym innym, jak podszywającymi się pod prawdziwe wartości złudzeniami, które przy bliższym i bardziej świadomym wglądzie okazują się zwykle tzw. mechanizmami ucieczkowymi, wyparciami, kompensacjami, automatyzmami w służbie ograniczających wzorców.

Dojrzałość emocjonalna

Dopiero na poziomie Etapu Człowieka Społecznego zaczynamy docierać do swoich głębokich, podświadomych wartości, integrować je i z ich poziomu przejawiać się w różnych aspektach życia, również w wymiarze własnej seksualności. Pojawia się w nas naturalna odpowiedzialność za siebie, za rodzinę i za relacje, jakie tworzymy. Małżeństwo, albo związek partnerski zaczynamy traktować jako doświadczenie mogące w najbardziej pełnym wymiarze ubogacać nas wzajemnie, rozwijać, budować, dopełniać również te aspekty osobowości, które zostały okaleczone w naszym dzieciństwie. W ten sposób relacja dwojga ludzi jawi się jako platforma, na której możemy rozwijać się razem, ale też osobiście w najlepszy możliwy sposób. Wychodząc z poziomu „my”, możemy nie tylko zadbać o nasz związek, ale również w najbardziej skuteczny sposób zapełnić te studnie, o jakich już wcześniej pisałem. Dzięki temu naturalnie rozwijać się w nas zaczyna skłonność do indywidualizowania seksualności. Z popędów, impulsów, napięć, które potrzebują natychmiastowej ulgi, nasza seksualność przeradza się w coś pięknego, intymnego, wzajemnego, staje się ważnym czynnikiem kształtowania naszych osobowości.

Intymna więź

Na kolejnym poziomie, który reprezentuje Etap Człowieka Wspierającego, otwieramy się na siebie, poznajemy, zagłębiamy we wspólnym doświadczeniu bycia razem. Naturalnie towarzyszyć temu zaczyna wzajemna potrzeba wyłączności, niknie tendencja do znajdowania na zewnątrz obiektów służących rozładowywaniu wewnętrznych napięć. Poligamia przestaje być tematem, wykrętem, uzasadnieniem, a monogamia bolesnym i ciążącym wyrzeczeniem. Rozwijająca się empatia, wzajemność, rozumienie, stałość, miłość wyższego rzędu działają stabilnie, budują zaufanie, dają poczucie radości wzajemnego dziania się, szczęścia dzielenia się sobą, dawania, wymiany, sensu i znaczenia najwspanialszego doznania w życiu, jakim jest para ludzi świadomie idących razem ku coraz głębszemu samopoznaniu.

Strażnicy Miłości

Najwyżej znajduje się Etap Człowieka Świadomego. Opisane na poprzednim poziomie cechy relacji pogłębiają się coraz bardziej. Wspólny system wartości, wspólna tożsamość relacji z jednoczesnym zachowaniem integralności na poziomie osobistym. Wzajemna, systematyczna uważność na siebie, wzajemna odpowiedzialność i dbałość o poczucie bezpieczeństwa drugiej osoby. Na tym poziomie pojawia się też to, co chyba najważniejsze, a mianowicie rosnąca harmonia w odniesieniu do sensu i znaczenia życia razem w kontekście wspólnego przemierzania skończonej drogi naszej ludzkiej egzystencji, przepełnionej przygodami podróży przez nieznane i w nieznane.

Wspólne dzieło życia

Trochę to może niestandardowy tekst o seksualności człowieka. Może nie takiej treści się spodziewałeś/łaś siadając do jego lektury. Pracując z moimi klientami daję im szansę na wspólne, głębokie doświadczenie ich jako pary. Trafiają do mnie w którymś z okresów przełomowych, w jakimś trudzie, bólu, na krawędzi rozstania, w kryzysie, po zdradzie. Ten ciężki czas postrzegam jako okoliczność pozytywną, choć im wcale się on z czymś pozytywnym nie kojarzy. Jednak to na tym rozdarciu, na ranie, swoistym rozwarstwieniu możemy budować. To owe popioły mogą stać się źródłem energii rozwoju, to na nich mogą zacząć kiełkować takie zasoby relacji, jak siła, zrozumienie, otwartość, czułość, empatia i świadoma miłość. To dzięki doświadczonym popiołom oboje mają szansę uruchomienia osobistych i wspólnych mechanizmów wewnętrznego bezpieczeństwa. Ze związku, który zaczyna się na nowo rozwijać może wyniknąć bardzo dużo dobrego dla obojga w temacie najpełniejszego rozwoju osobistego. Związek rozwijających się razem ludzi ma szansę stać się  najskuteczniejszym narzędziem terapeutycznym każdego z nich z osobna. W związku dwojga ludzi tkwi zwykle niewykorzystany potencjał realnego wpływu na kształtowanie jakości naszego ludzkiego świata. W świadomej relacji bogatej w wieloletnie doświadczenie wspólnych przeżyć, dorobku, historii, pulsuje niespożyta moc rozwoju prowadzącego ku najwyższemu z poziomów, który określam Etapem Człowieka Świadomego. A co z seksualnością na tym Etapie? Osiąga swoją pełnię stając się fizyczną emanacją esencji człowieczeństwa, naszej najgłębszej duchowości.

Truly You soon

 

Konrad Wilk

oduczyciel

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – okresy przejściowe cz. II

TY OKŁADKA

Moi drodzy

Jak wczoraj wspomniałem, tak dzisiaj robię : – ) Kolejny fragment książki przed nami. Jeśli miałbym powiedzieć z czym większość moich klientów indywidualnych do mnie przychodzi, to właśnie z sobą w jednym z wymiarów tego okresu przejściowego. A tych wymiarów jest mnóstwo, zresztą sami zobaczcie:

„(…)

6. Przełomy zindywidualizowanej historii życiowej

Jest jeszcze wiele innych doświadczeń przełomowych, które w naszych życiach przytrafiają się na każdym Etapie. Eskalacja konfliktu w relacji z partnerem, rozstanie, rozwód, śmierć partnera lub innej osoby bliskiej, utrata pracy, wypalenie, problemy wychowawcze z dziećmi, zmiana pracy, awans, degradacja, założenie własnej firmy, ciężka choroba, renta, przyspieszona emerytura i inne zdarzenia, które mają potencjał stać się nieuniknionym wyzwalaczem trudnych doświadczeń. Bywa i tak, że mimo kolejnych Etapów w jakie wkraczasz, doświadczasz wewnętrznych stanów utraty szczególnie ważnych dla ciebie Wartości, znika gdzieś motywacja do życia, pracy, relacji z ludźmi, rozczarowanie dokonanymi wyborami, przesilenie przedłużającą się trudną sytuacją materialną, toksycznym związkiem, przedłużającą się samotnością, nadmiarem obowiązków, nieznośnym, zdającym się stałym i niezbywalnym, niechcianym scenariuszem życia, znudzeniem, brakiem perspektyw. Co wtedy? Czy tak już musi być? Czy da się z tym coś zrobić? Gdzie szukać pomocy? Czy warto? Ja, patrząc z szerszej perspektywy, mówię o takich doświadczeniach, że są dobre, że można być za nie wdzięcznym, bo dają szansę, bo stają się potencjałem energii refleksji, weryfikacji, rozwoju, nowego otwarcia. Mogą pomóc w wejściu na drogę odkrywania własnej autentyczności, wesprzeć w procesie domykania dotychczas niedomkniętych Etapów i przejścia na kolejny Etap. Wielu klientów przychodzi do mnie, kiedy trafiają w życiu na któreś z tych doświadczeń. Przychodzą, bo cierpią, bo nie wiedzą co robić, bo czują, że życie im się właśnie rozpadło, bądź chyli się ku upadkowi. Gdy zadbamy o ich stan wewnętrzny, zostają i wspólnie kontynuujemy najważniejszą i najpiękniejszą podróż ich życia. (…)”

Tych okresów przejściowych wyszczególniłem jeszcze kilka, ale o pozostałych już niedługo będziecie mogli poczytać w książce. Okresy przejściowe, choć nie muszą nam się wcale z tym kojarzyć, gdy przez nie przechodzimy, są ogromnym potencjałem naszego rozwoju, potencjałem realizacji siebie, spójności, autentyczności, ale też efektywności, realizacji, spełniania, generowania wymiernych efektów, również finansowych. To szansa na zruszenie barier wewnętrznych, ograniczeń, neutralizacji przekonań nieświadomych stojących nam na drodze. Wdzięczność za bolesny okres przejściowy nie jest łatwa i nikogo do niej nie warto przymuszać . Wdzięczność przychodzi w procesie, jeśli pozwolimy sobie wejść na jego drogę. Im bardziej świadomie przechodzić będziemy przez proces, tym większa szansa wykorzystania jego potencjału. Jedni skorzystają, inni nie… Ja staram się ze swojego skorzystać, a i moim klientom w tym korzystaniu pomagam. Kto korzysta, ten czerpie z tego korzyści : – )

Truly You soon

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – okresy przejściowe

TY OKŁADKA

Moi drodzy

W książce sporo będzie o etapach, jakie każdy z nas przechodzi w swoim życiu, jedni bardziej świadomie, inni mniej, a zdecydowana większość nie ma pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje. Etapy są ważne, tak ważne, że w oparciu o moje doświadczenia w pracy z ludźmi, o wiedzę, jaką od lat w tym zakresie zdobywam, o moje rozważania przy okazji tworzenia autorskiego programu TY®, stworzyłem model, który nazwałem Etapami Spójności Osobistej. Nie myślę o nich dzisiaj pisać, chcę jednak zwrócić waszą uwagę na to, że pomiędzy etapami występują okresy przejściowe. Wyszczególniłem w programie 6 okresów przejściowych. Dzisiaj chcę podzielić się z Wami opisem jednego z nich, którego sam właśnie doświadczam, o którym metaforycznie pisałem w ostatnim moim wpisie.

Przeczytajcie poniżej fragment książki. Jutro wrócę do tematu i wspomnę o jeszcze jednym okresie przejściowym, a raczej zbiorze okoliczności, jakie stanowią potencjał okresu przejściowego, na którym można przeżywać jeden z okresów występujących między etapami. Brzmi zawile? Jutro się wyjaśni : – )

A teraz zapowiadany fragment:

„(…)Etapy Spójności Osobistej są jak metaforyczne pokoje, a łączące je okresy przełomowe są jak korytarz, który potrzebujesz przejść w drodze z pokoju do pokoju. Te dwa zestawienia wzajemnie się uzupełniają i wspólnie tworzą obraz twojego wewnętrznego domu, istnienia, które na wyższym poziomie świadomości przenika się w pełni ze światem, który cię otacza.

Od lat pracuję z ludźmi, którzy znaleźli się w przełomowych okresach życia. Energia czasu przełomowego jest potencjalną siłą, z której możemy skorzystać w procesie. To dobry czas, nawet jeśli przejawia się trudnościami, kłopotami, załamaniem, bolesnym doświadczeniem utraty. To dobry czas, bo gdy coś się kończy to znak, że jesteś blisko drzwi, za którymi może się zacząć coś nowego, z moją pomocą bardziej świadomego, bliższego ci i z tobą spójnego.

(…)

3. 42 rok życia (+/- 3 lata)

(…)dorośli, którzy mogą mieć wrażenie, że coś osiągnęli, że dotarli, zdobyli. Faktycznie część z nich dociera na poziom szczytowy swoich karier, by dostrzec, że to do czego zmierzali nie przyniosło tej satysfakcji, jakiej się po tym spodziewali. Pojawia się silna wewnętrzna weryfikacja drogi życia, jaką zwykle podświadomie wybrali. (…) Ten czas ma silny potencjał przemiany, dlatego nazywam go „fazą śmierci”. Zresztą zupełnie niedawno w historii dziejów człowieka na ziemi był to czas, kiedy faktycznie ludzie zbliżali się ku końcowi życia. (…) Co teraz? Teraz właśnie pojawia się przestrzeń na nowe zupełnie rozdanie. Im bardziej świadomie do tego podejdziesz, tym lepiej. Bez rozwoju własnej świadomości często skończy się „ogłupieniem”, jakie zazwyczaj określa się kolokwialnie mianem „kryzysu wieku średniego”. Skąd bierze się cały ten zamęt? W życiu prywatnym, jego genezą są zwykle rodzinne uwarunkowania. Czujesz podskórnie, że mogłoby być inaczej. Słyszysz tykanie zegara, który z każdym dniem tyka coraz głośniej. W pracy też do ciebie dociera, że to nie to, że mogło być inaczej, że być może z pobudek konformistycznych, lęku, wygody, wewnętrznych ograniczeń, zdecydowałeś się realizować nie swój scenariusz życia. Jeśli nie swój, to czyj? Podrzucony przez innych, wtłoczony, pozornie bezpieczny, skądś znany. Bywa i tak, że ktoś nieświadomie próbował spełnić marzenia rodziców, bądź rodzica, który swoją auto-zdradę postanowił powetować sobie popychając dziecko do realizacji własnej niespełnionej legendy. W ten sposób taki rodzic załatwia swojemu dziecku powtórkę z jego własnej nietrafionej historii. A może po prostu pracujesz w jakimś miejscu, bo tam dostałeś pracę. Może powodem była specjalizacja na studiach, lokalizacja, albo fajny socjal, a może kumpel pomógł się wkręcić i tak już jakoś zostało. Wiadomo przecież, że nie jest lekko na rynku. Trzeba się cieszyć tym, co się ma i nie wybrzydzać. A że już patrzeć się nie mogę na to wszystko? A że już sił brakuje, by to znosić? Czy tak musi pozostać? Czy do końca życia mam żyć nieswoim życiem? Wygoda, przyzwyczajenie, lęk przed zmianą, to wszystko czynniki, które mogą wygrać. Kto w takiej grze przegrywa? Po co się nad tym zastanawiać? Może lepiej jest wyprzeć takie myśli, nie myśleć, myśleć o czym innym, odurzać się niezliczonymi narkotykami pozornego zadowolenia podrzuconymi przez zagubione społeczeństwo? Co z tobą? Jaka jest twoja historia? Jak to sobie tłumaczysz? Czy da się z tym coś zrobić? Czy tego chcesz? Ile żyć ci jeszcze zostało, byś mógł to życie lekką ręką poświęcić? Jak się teraz przed sobą tłumaczysz? Jakich racjonalizacji używasz, by przedstawić się sobie w korzystnym świetle? Jak długo jesteś się w stanie oszukiwać, by nie zdawać sobie sprawy? Jak mamić, by nie czuć się źle? Czym jest rozwijanie własnej świadomości? Co staje się dzięki temu możliwe? To idealny czas na to, by targnąć się na swoje dotychczasowe życie i popełnić świadome samobójstwo. Znaczna część moich klientów rekrutuje się właśnie z tego przełomowego okresu życia. (…)”

Sam również wkroczyłem do tego korytarza, a choć z tyloma osobami pracowałem na sesjach indywidualnych, choć znam dobrze te mechanizmy, tworzę teorię, techniki pracy, ćwiczenia, choć umiem wspierać ludzi w jak najbardziej spójnym z nimi i ekologicznym przejściu takiego czasu i ponownym narodzeniu, lub jak kto woli, zmartwychwstaniu, to sam sobie nie pomogłem, nie potrafiłem sobie pomóc. Zwróciłem się po wsparcie do osoby jakiej ufam i jaką cenię. To z tą osobą ruszyłem w podróż po moich korytarzach, ku drzwiom za jakimi czeka już na mnie nowy Etap Spójności Osobistej (jakby się ktoś zastanawiał czym są te kręgi na powierzchni okładki książki, to już ma chyba jasność w sprawie : – )). Przekraczam próg, uchylam drzwi, jeszcze tylko ten jeden krok… iiiii…

Truly You soon

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – wyznanie

ja umęczony mały

Moi drodzy

Ostatnie dwa miesiące mojego życia przyniosły ze sobą tak silne doświadczenia, tak ogromnie dużo emocji, że nie mogę ich pozostawić tylko dla siebie. Czuję się wreszcie gotowy, by podzielić się sobą z Wami. W końcu moja książka jest o autentyczności, a ja nie tylko ją pisałem, ale też żyłem nią przez ostatnie dwa lata. Żyłem nią tak bardzo, że zaniedbałem inne, ważne, bardzo ważne aspekty życia. Niedługo po tym, jak ją ukończyłem, życie zwróciło się do mnie w drastyczny sposób po odbiór długu, jaki zaciągnąłem w tym czasie.

Cios był na tyle celny i niespodziewany, że ugiąłem się pod nim, przyklęknąłem, aż wreszcie padłem jak długi, by w kurzu i błocie skulić się w sobie, a potem wić się jak robak wbity na haczyk, cierpieć. Nie wyobrażałem sobie nawet, że mam dostęp do tak intensywnie negatywnych reakcji. Teraz już wiem, że mam, zresztą z dzieciństwa wciąż mi się coś tam majaczy.

Spędziłem ostatnio sporo czasu w samotności próbując stać się obserwatorem samego siebie i okoliczności w jakich się znalazłem. Patrzyłem i z coraz bardziej rosnącym zadziwieniem zaczynałem dostrzegać analogie pomiędzy tym, co przeżywam, a książką. Wiele osób emocjonalnie reagowało na jej tytuł. Co mi przyszło do głowy, by był taki właśnie? Coś mnie bardzo wołało, miałem kilka opcji, ale jednak zawziąłem się i wybrałem ten właśnie. „Jak się zabić, by zmartwychwstać…”. Leżąc w tym metaforycznym kurzu i błocie zrozumiałem, że właśnie doświadczam swojej agonii. Stałem się jego emanacją. Umierałem wewnętrznie w mękach, zapadałem się w otchłań tak czarną, że czułem, jakbym tracił zmysły. Zdając sobie powoli sprawę, z tego co się ze mną dzieje, nie starałem się wyciągać sztucznie z tego stanu. Żadnych szybkich, skutecznych, coachingowych technik. Postanowiłem pozwolić sobie na to doświadczenie. Przeżyć je w pełni. Czułem żal, czułem się winny, sfrustrowany, bezsilny, załamany, bezwartościowy, skrzywdzony, słaby. Czułem jednocześnie, że jeśli sobie pozwolę tego doświadczyć, to mam szansę na to, by wyjść z tego mocniejszym, bardziej prawdziwym, autentycznym, niż byłem do tej pory. Koszmarnie trudna decyzja.

Energia, jaka powoli zaczyna mnie wypełniać jest dobra i mocna. Wiem, że jej potrzebowałem, by ruszyć ku realizacji tych wyzwań, jakie przed sobą stawiałem. Czy bez doświadczenia tych dwóch miesięcy byłbym gotów na czekający mnie nowy etap mojej życiowej podróży? Mam teraz coraz większe przekonanie, że nie. Dar? Nie czułem się zbytnio obdarowany, raczej przeklęty, dotknięty klęską, pokonany, rozbity, zdruzgotany. Jedne maski spadły ze mnie, gdy padałem, inne, gdy tarzałem się w błocie.

Umorusany, poraniony, obdarty, wstaję, by umyć się w wartkim nurcie rzeki życia, do której pozwoliłem sobie wejść wreszcie. Zdejmuję powoli strzępki ubrań. Staję nagi przed ludźmi, wciąż pełen słabości, wątpliwości, lęku i wstydu. Patrzę w lustro wody i widzę siebie. Nie myślę oceniać tego co widzę. Patrzę, oddycham głęboko. Niech „się dzieje” – myślę. Czy jestem gotów? Nie wiem, ale zaczynam czuć w sobie dogłębne przyzwolenie. Nie powstrzymam nurtu, nie chcę go powstrzymywać. Tyle energii na próżno. Kładę się na powierzchni wody.

Odpoczywam. Prąd niesie mnie z dużą siłą. Nie myślę o celu tej drogi. Myślę o tym, co wziąć mogę dla siebie z tych dwóch miesięcy piekła, po których stanąłem wreszcie na brzegu gaszącej ten śmiertelny płomień rzeki. Patrzę w swoje odbicie. – Siebie?… Takiego nagiego, zwyczajnego siebie?… I tyle?… A trzeba mi czegoś więcej?…

Truly You soon

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – recenzja dr Lidia D. Czarkowska

TY OKŁADKA

Moi drodzy

Kolejna recenzja. Tym razem autorstwa dr Lidii D. Czarkowskiej. Tym, którzy się interesują coachingiem, nie muszę Jej przedstawiać. Cudowny, piękny człowiek, coach, trener, wykładowca, mówca, profesjonalistka w każdym calu, prawdziwa, piękna kobieta, osoba, w której chyba każdy kto miał z nią kontakt, zakochuje się bez reszty. Kwintesencja tego, co jest celem każdego z nas na drodze, o jakiej piszę w książce „Jak się zabić, by zmartwychwstać…”.

Poniżej recenzja książki. Obszerna i mądra. Bogata w wiedzę, świadomość siebie i procesów życia, jakim podlegamy niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z nich sprawę, czy nie. Dzięki takim ludziom jak Lidia, możemy zacząć zdawać sobie sprawę coraz bardziej. Zapraszam do lektury.

Recenzja książki „Jak się zabić, by zmartwychwstać…” : dr Lidia D. Czarkowska

W jaki sposób słowa mają moc tworzenia? Aby tego doświadczyć zapraszam do lektury książki napisanej przez Konrada Wilka, w której autor właśnie poprzez słowa i obrazy użyte w świadomy, wielowarstwowy sposób – poprzez symbole, metafory, archetypy i opowieści – otwiera przed czytelnikiem drzwi transformacji i uruchamia proces uautentyczniania i aktualizacji siebie.

 

Każdy z nas jest niepowtarzalnym i bezcennym podmiotem, który jako jedyny może stawać się samym sobą i wnosząc swój unikalny wkład, współtworzyć w ten sposób i dopełniać wszechświat. Dwuetapowy program Truly You (TY ®), stworzony i opisany przez autora, jest spójny z samą istotą coachingu, czyli wspieraniem ludzi w odkrywaniu i realizacji ich osobistego potencjału. Sześć kroków składających się na całość programu prowadzi czytelnika przez poszukiwanie, spotykanie i odkrywanie samego siebie oraz swoich wewnętrznych skarbów, czyli wyzwalanie spójności osobistej, nazwane przez autora procesem Trualize Yourself (Ty ©) – po precyzowanie, ogłaszanie i spełnianie swojej misji, czyli realizację struktury osobistego sukcesu, nazwane tutaj Trademark Yourself (Ty ™).

Konard Wilk kładzie przed czytelnikiem całą paletę modeli, ćwiczeń i mocnych coachingowych pytań – takich, które przyczyniają się do poszerzania samoświadomości i podnoszą dostęp do osobistej mocy sprawczej.

Rdzeniem pojęcia samoświadomość jest conscienca, czyli świadomość – słowo, które etymologicznie wywodzi się z łaciny [łac. con – razem; z i łac. scientia – wiedza] i oznacza wiedzę współdzieloną, a więc wiedzę pochodzącą ze wspólnego pola informacji, do którego zyskujemy dostęp poprzez refleksję nad doświadczanym życiem. Z tego względu niezwykle istotny jest sam podmiot poznający – czyli ten, który doświadcza. Nasza świadomość jest subiektywna, właśnie dlatego, że w znacznym stopniu zależy od samego obserwatora oraz sumy jego doświadczeń. Z tego względu szczególną wartością i swoistym pięknem tej książki jest dzielenie się przez autora samym sobą, osobistą historią, ważnymi dla niego autorytetami i własną biografią, będącą drogą do autentyczności – wplatanymi nieustannie w treść dzieła.

Autor opisując swoją ścieżkę pokazuje też źródła własnych inspiracji i chociaż postanawia nie cytować żadnych klasyków po to, aby mówić własnym głosem – to odnosi się do idei m.in. Roberta Diltsa, Clare W. Gravesa czy Kena Wilbera, które zapładniały jego świadomość w tworzeniu autorskiego modelu Etapów Spójności Osobistej oraz narzędzi do wspierania procesu jej rozwoju. Przekornie zacytuję tu jednego z ludzi, których biografia jest potwierdzeniem przejścia wielkiej osobistej transformacji: „Człowiek nie może niczego nauczyć drugiego człowieka, może mu tylko dopomóc w wyszukiwaniu prawdy we własnym sercu(…)” Św. Augustyn. Książka zawiera także krótką charakterystykę modeli osobowości Hipokratesa-Galena, Junga i testu MBTI® Myers-Briggs a także metaprogramów oraz testu Mindsonar Hollandera. Jednakże autor zaprasza do pogłębionej autorefleksji ponad ograniczającymi etykietkami, jakie moglibyśmy sobie przykleić. Pokazuje nie tylko fazy, ale też pułapki na drodze rozwoju Człowieka Świadomego. Daje też narzędzia coachingowe do pracy nad przekonaniami stanowiące praktyczne zastosowanie modelu RTZ Maultsby’ego oraz opisuje stan przepływu oraz pracę z cieniem, tak istotne w odkrywaniu Misji Spójności Osobistej i Wizji Osobistego Sukcesu.

Budzenie w nas przez Konrada Wilka samoświadomości i gotowości do życia w zgodzie z odkrywaną o sobie prawdą, wpisuje się w nurt psychologii humanistycznej. Nauka wyróżnia poziomy świadomości – niże, to po prostu odwzorowywanie środowiska w umyśle, czyli świadomość otoczenia oraz zdawanie sobie sprawy z istnienia samego siebie (np. identyfikacja samego siebie w lustrze, która łączy się z identyfikacją z własnym ciałem i jego doznaniami; odczuwaniem bólu i przyjemności). Wyże poziomy świadomości to: samoświadomość introspekcyjna i metaświadomość[1]. W centrum zainteresowania psychologii humanistycznej stoi właśnie samoświadomość introspekcyjna, czyli idea samego siebie, która tworzona jest w oparciu o dwa sub-aspekty:

1) zdawanie sobie sprawy z doświadczanych obecnie przez podmiot: doznań (odczuć), emocji (uczuć), potrzeb, motywów, myśli (poglądów, przekonań i sądów wartościujących) oraz własnych możliwości i ograniczeń – i tutaj nie do przecenienia w procesie samopoznawczym jest rola coachingowych pytań oraz

2) pamięć epizodyczna (katalog osobistych wspomnień), pomagająca jednostce w zachowaniu poczucia ciągłości biograficznej i tożsamości, niezależnie od bieżących zmian w środowisku – może to być obszar pracy coachingowej jeśli eksploracja przeszłości ma na celu poszukiwanie dostępu do osobistych zasobów lub obszar pracy terapeutycznej jeśli potrzebne jest uwalnianie od wynikających z przeszłości blokad i uzdrawianie dawnych zranień.

Natomiast metaświadomość, jest rozumiana jako świadomość świadoma samej siebie, a jej eksploracją zajmuje się psychologia transpersonalna. Te dwa wyższe rodzaje świadomości psychologia humanistyczna uznaje za istotę bycia człowiekiem.

Carl Rogers uznawał rozwój samoświadomości za klucz do poczucia podmiotowości (samostanowienia) i autonomii jednostki[2]. Samoświadomość w ten sposób otwiera drogę do wolności od ograniczeń zewnętrznych (materialnych) i wewnętrznych (osobistych). Z kolei Erich Fromm twierdził, że wysoka samoświadomość charakteryzuje tych, którzy potrafią twórczo realizować swoje pragnienia, kierując się przy tym własnymi wartościami, odkrywanymi w procesie refleksji nad osobistymi doświadczeniami, co prowadzi do afirmacji własnego „ja” w kontekście całego życia jednostki[3].

Zarówno myśl Fromma i jak i Rogersa obecne są w tym, co jako proces rozwoju Spójności Osobistej opisuje Konrad Wilk – dlatego czytając tę książkę wielokrotnie odczuwałam zachwyt nad tym jak uniwersalna mądrość należąca do ludzkości jest dostępna każdemu z nas, kto tylko odważy się na postawienie sobie istotnych pytań i otworzenie serca i umysłu na pojawiające się odpowiedzi. Autorowi bez wątpienia nie brakuje odwagi w zadawaniu pytań i aktywnemu wspieraniu czytelnika w odkrywaniu jego własnych odpowiedzi. Dzięki temu działa jako „Przebudzacz”, nazywany przez Roberta Diltsa Awakenerem, czyli jako Coach tranfsormacyjny, pracujący na najwyższych poziomach piramidy neurologicznej.

Ważna w tej książce idea metaforycznej śmierci na poziomie tożsamości – umrzeć by móc narodzić się ponownie – także jest obecna w psychologii egzystencjalnej i humanistycznej od wielu lat. Szczególnie bliskie tej koncepcji wydają się proces indywiduacji Carla Gustawa Junga, teoria kryzysów egzystencjalnych Erika Eriksona i stosunkowo mało znana w Polsce, za to intensywnie rozwijana w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i USA Teoria Dezintegracji Pozytywnej profesora Kazimierza Dąbrowskiego. Według modelu Konrada Wilka kluczowa transformacja nazywana przez niego „fazą śmierci” następuje w okresie zwanym „kryzysem wieku średniego” (42+/- 3 lata) co koresponduje z ideą procesu indywiduacji opisywaną przez Junga, jako moment, w którym koło czterdziestych urodzin nasze poczucie własnej wartości przestaje zależeć od tego jak jesteśmy postrzegani przez otoczenie i czy żyjemy w zgodzie z obowiązującymi standardami społecznego sukcesu, a zaczyna być związane z tym na ile żyjemy w zgodzie z własnymi, osobistymi wartościami po to by indywidualnie doświadczać poczucia spełnienia. W modelach Ericsona i Dąbrowskiego – „umieramy” w ciągu życia wielokrotnie – co każde 7-11 lat, kiedy dawna tożsamość przestaje spełniać swoją funkcję a nowa potrzebuje okresu inkubacji aby się narodzić, i to zwykle w bólach.

Dlatego właśnie polecam tę książkę wszystkim, którzy stoją u progu własnej pierwszej lub kolejnej transformacji w swoim życiu – i już nie wystarczają im odpowiedzi jakich udzielali sobie dotychczas, a to, co nieuchronnie nadchodzi, chociaż jest jeszcze dla nich niewyraźne, niepewne lub wręcz przerażające.

Konrad Wilk jako coach pokazuje w swojej książce pełną pokory a jednocześnie mocy postawę towarzyszenia klientowi w procesie transformacji. Dzięki istnieniu coacha-lustra klient może łatwiej zobaczyć swoją sytuację, swoje reakcje, dylematy i wybory oraz doświadczyć „przemiany”, której naturalny przebieg zmierza ku uspójnieniu wewnętrznych przeciwieństw. Poprzez odkrywanie prawdy o sobie, następuje integracja na głębszym poziomie tego, co początkowo jawi się jako dysharmonia a nawet sprzeczność. Wszak istotą coachingu transformacyjnego jest rozwijanie stanu wewnętrznej spójności – dzięki czemu osiąganie przez klienta zamierzonych rezultatów staje się naturalnym zewnętrznym skutkiem wewnętrznej integracji[4].

Z tego względu polecam tę książkę również profesjonalnym coachom, jako źródło inspiracji, wiedzy i narzędzi do wspierania i siebie i klientów na ścieżkach rozwoju autentyczności i spójności, do wyrażania siebie, poprzez życie swoją misją i realizację wizji. A wszystko to po to, aby cieszyć się ze Świadomej Tożsamości i dzielić ze Światem owocami „zmartwychwstania” takimi jak: elastyczność, unikalność, pokora, radość życia, rozwój i prostota.

           

dr Lidia D. Czarkowska

Quality of Life Institute

 

 


[1] Więcej na ten temat w: Lidia D. Czarkowska (2016) Coaching a samoświadomość, Wstęp [w:] Coaching Review nr 1/2016 (8).

 

[2] Rogers, Carl R. (2002) Sposób bycia, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.

[3] Fromm, Erich (1993) Ucieczka od wolności, Czytelnik

[4] Czarkowska Lidia D. (red.) (2014) Coaching transformacyjny jako droga ku synergii, Poltext, Warszawa

 

Recenzja znajdzie się w całości w książce, a jej fragment na jej tylnej okładce

Truly You soon,