Tańczący z Ludźmi

okl. ksiazeczki mały

Coraz bardziej świadomie doświadczam fascynujących procesów, jakie zachodzą we mnie, a skoro we mnie, to i w tym wszystkim co mnie otacza. Ci, którzy czytają moje wpisy, lub mają ze mną osobisty kontakt wiedzą, że ostatnie miesiące są dla mnie czasem ogromnych zmian, przeformułowań, bolesnych zamknięć, pełnych nadziei otwarć, nowych dróg, bogactwem przeżyć, odkryć, zachwytów, niewyczerpanej wdzięczności…

Mam poczucie w ostatnich tygodniach takiego hiper przyspieszenia, jakby jakaś potężna siła pociągnęła mnie ku przestrzeniom, o jakich zawsze marzyłem. Coś ważnego się uwolniło i popłynęło, a ja sobie płynę razem z tym, w tego nurcie i czuję, że to w czym płynę jest dobre, spójne ze mną i wartościowe dla tych wszystkich, dla których jestem.

Od dawna mówię, że utożsamiam się z uknutym przez siebie określeniem siebie samego, tego co, jak, a przede wszystkim po co robię dla ludzi. Mówię o sobie ODUCZYCIEL.

Ostatnio, w kontekście rozbudowywanej przeze mnie palety niezwykle skutecznych i pięknych form pracy z ciałem, co za tym idzie emocjami, które w tym ciele mieszkają, przyszło do mnie określenie Tańczący z Ludźmi. Czuję je bardzo, wzrusza mnie, znaczy. Pasuje do planów, jakie płyną z siłą wodospadu ostatnio i nie sam się w ich strugach kąpię. Łączą się, przenikają, błyszczą w promieniach słońca, malują na płótnie drobnych kropelek we wszystkich kolorach tęczy.

Będziemy robić niespotykane, wspaniałe, cudowne, głęboko leczące, dające niezwykłe przeżycia warsztaty. Już niedługo, już wkrótce.

Lecz najpierw książka. W połowie grudnia pojawi się w sprzedaży. Idealny prezent świąteczny wypełniony potencjałem bardzo zindywidualizowanych wartości, dla ciebie, dla osób, którym dobrze życzysz. Dzielę się z ludźmi tym, co przez lata pracy z człowiekiem, słuchania ludzi, uważności, wspierania w rozwoju odkryłem, przeżyłem, wypracowałem. I znowu wzruszenie, które gardło ściska. Znaczy, że to jest dobre, że z serca wypływa, że jest autentyczne. Z serca, do którego dostęp zaczynam mieć coraz bardziej płynny.

Na zdjęciu okładka książeczki O Autorze – przez następne dni będę zamieszczał kolejne jej strony, żebyście mogli mnie poznawać takim, jakim „się dzieję”. Chcę stawać się z Wami i dla Was coraz bardziej bliskim.

Truly You soon

Reklamy

Po prostu jestem i po prostu działam

aaa

Hologram duchowego życia

Jakiś wewnętrzny imperatyw pcha mnie przez lata ku przestrzeniom nieodgadnionym, ku tajemnicy, ku światłu migoczącemu na końcu korytarza. Oczarowany, jak dusza opuszczająca ciało sunę ku niemu zbywając wszystko co zbędne, co ciąży, co ściąga z obranej raz drogi. Złoszczę się, niecierpliwię, gardzę miałkim, zwyczajnym, codziennym, banalnym, powtarzalnym, bezrefleksyjnym przeżywaniem życia. Zatracam się w swoich poszukiwaniach, odkrywaniu, zagłębianiu się w istotę istnienia. Ruszam w samotną podróż po świecie Wschodu, gdzie duch, gdzie esencja, gdzie wyższa prawda za każdym rogiem czeka, gdzie byt nadrzędny objawia naturę swej doskonałości. Świadomość wyższych rzędów nie pozwala na to, by z rzadka jedynie w gości do niej wpadać. Wznoszę się więc bez żalu i od tej pory już z nią tylko w przestworzach, między wymiarami lekko sobie latam.

Świadomość nieświadomego

Mijają lata, rozglądam się dokoła… pustynia, suchy piasek. Rozeszli się ludzie. Tęsknota relacji z absolutem rozmyła ziemskie relacje. Czy sensem mojego pobytu na ziemi jest zwiedzać odmienne wymiary? A może to zwykła ucieczka przed życiem, w którego przejawach wyzwania dla serca ranionego doświadczeniami o tysiącu ostrzy? Dotychczasowe poczucie wyjątkowości spotyka się z gorzkim rozczarowaniem. Tak bardzo myślałem, że ponad przeciętność wykraczam, aż z bólu utraty sprawę sobie zdałem, że cała ta moja nadniebna podróż była wynikiem strachu przed życiem, przed ludźmi i pewnie przed sobą samym. Wyjście poza schematy, jest również pewnym schematem, strategią nieświadomego, które dla niepoznaki imię „świadomość” sobie samu nadało.

Jedność istnienia

W płomieniach cierpienia pokora się dobrze wypala. Osiadam w popiołach na ziemi. Brudny i umorusany rozglądam się, czuję ciekawość do tego, co niegdyś uznawałem za zbyt zwykłe, bym miał temu poświęcać uwagę. Gdzie spojrzę wokół siebie, tam pogorzelisko. Patrzę dalej. Z czasem zaczynam też widzieć wyraźniej. Ludzie żyją tym wszystkim, czym ja żyję, choć tego tak widzieć nie chciałem. Mają rodziny, dzieci, rodziców, znajomych, przyjaciół, prace, problemy w związkach, choroby, rachunki do zapłaty, radości, smutki, żale, pomysły, plany, doświadczają utraty, bywają rozczarowani, wątpią, wierzą, boją się, mają nadzieje, problemy finansowe, nagrody, wakacje, święta, korki na ulicach, lekcje robią z dziećmi po szkole, poczucie bezsensu istnienia, depresje i chwile wytchnienia. Patrzę na nich i miłość bezkresna w moim sercu wzbiera. Poczucie wspólnoty, przenikające mnie doświadczenie wymiany, bliskości tak przejmującej, jak przytulenie na dobranoc osoby nad życie kochanej. To nie jest tylko kwestia podobieństwa, a raczej niewysłowionej jedności, jakby energia życia się rozlała łącząc nas ze sobą siecią niedostrzegalnych połączeń, jak dendryty łączą się w mózgu synapsami. W ułamkach sekund wyładowania elektryczne przenoszą nieskończoną ilość danych w tym fascynującym systemie utkanym z losów człowieczych.

0000Życie

Zakochałem się w życiu, którego dotykam, które smakuję, którego barwy splatają się w różnych odcieniach, którego dźwięki wibrują drżeniem w każdej komórce mojego ciała. Życie przeżywam w każdym codziennym „teraz”. Nie tylko jestem, ale też całym sobą działam, jeżdżę, spotykam, poznaję. Cieszę się relacjami, mam wiecznie niezaspokojoną ciekawość drugiego człowieka. Napięcie zmienia mi się w swobodne rozluźnienie. Oddycham pełną parą. Nauczyłem się dawać i czerpać radość z tego, że dzielę się z innymi tym co mam w sobie do dania, a jest tego wiele. Nie dążę już tak do kresu w poszukiwaniu niedoścignionego. Odpuszczam. Po prostu robię to, co do mnie należy, co lubię robić dla ludzi, tutaj, na tej ziemi. Tyle źródeł z niej bije, tyle rzek wokół przepływa, tyle drewna czeka, by je na szczapy porąbać, tyle nasion jest do zasadzenia. Życie smakuje najlepiej, gdy żyję tym życiem wśród żywych, dla żywych, dla życia. A co z tą duchowością i świadomością istnienia? Otwieram w sobie przestrzeń, uwalniam, zostawiam, przyzwalam, by łączył się byt mój z działaniem. Co z tego wyniknie? Nie wiem, nie szukam odpowiedzi, nie zmierzam. Po prostu jestem i po prostu działam.

Truly You soon

Już niedługo w sprzedaży pojawi się moja nowa książka „Jak się zabić, by zmartwychwstać” – oczywiście dam znać na blogu, jak to się wydarzy : – )