Nie osiągniesz mądrości życia, póki nie przeżyjesz świadomie własnej śmierci

when-dying-1

Mógłbym pisać i mówić o rzeczach powszechnie uznanych za praktyczne, życiowe, potrzebne, użyteczne. Mógłbym odnosić się do zagadnień społecznie akceptowalnych, łatwostrawnych, powielanych przez większość. Mógłbym. Mam jednak poczucie, a nawet więcej niż poczucie, wewnętrzny imperatyw dzielenia się z Wami tym, do czego docieram w oparciu o indywidualną pracę z człowiekiem i sobą samym. Mam tu na myśli głębokie, intymne spotkanie, które w przypadku większości moich klientów zaczyna się wtedy, gdy ktoś trafia w swoim życiu na ważny, zwykle bolesny, bywa że powalający go czas. Doświadczenie takie nazywam okresem przejściowym. Mówię o nim, że ma w sobie potencjał śmierci, takiej śmierci za życia, po której człowiek zyskuje szansę osobistego zmartwychwstania.

Dar umierania

Czas śmierci w tym rozumieniu postrzegam jako wielki dar, za który wcale nie chce być wdzięczna osoba go przeżywająca. Jak można być wdzięcznym za coś, czego najbardziej boi się człowiek. Instynkt samozachowawczy wyspecjalizował się w robieniu wszystkiego, co w jego mocy, by chronić życie, unikać wszelkich okoliczności, jakie mogłyby do niej doprowadzić. Na poziomie fizjologicznym objawia się tym, że np. nie będziemy się pchali nad krawędź przepaści, nie będziemy wbijali sobie noża w szyję, unikać będziemy sytuacji stanowiących realne zagrożenie życia. Z tego wymiaru zdajemy sobie sprawę, od dziecka rodzice, opiekunowie, różni reprezentanci porządku społecznego uczyli nas co możemy, a czego nam nie wolno, co mamy robić i jak, by zachować życie. Społeczeństwo uczyło nas również mechanizmów wyparcia, dzięki którym skutecznie odwracamy się od śmierci, mrużymy oczy, zajmujemy uwagę niezliczonymi dystraktorami, robimy wszystko, by tylko nie zdawać sobie sprawy z nieuchronności jej przyjścia. Śmierć w życiu społecznym nie istnieje, jest ukryta za kotarą, zepchnięta poza nawias, usunięta z grafika codzienności. Jakiś kondukt pogrzebowy przemknie czasem po ulicy, jakaś klepsydra zawiśnie na tablicy ogłoszeniowej, jakiś czarnobiały materiał o znanej osobie pojawi się na chwilę w telewizyjnym dzienniku. Może i przemknie przez głowę myśl, że szkoda człowieka, fajnie śpiewał, lub dobry był z niego aktor, taki młody, mógł jeszcze pożyć, albo że zacnego dożył wieku. Za moment jednak jest już inna informacja, politycy się znowu pokłócili, albo masło drożeje, albo ktoś ważny odwiedzi nasz kraj i już znowu rozluźniona percepcja spokojnie płynie po powierzchni rzeki codzienności.

Matka życia

Śmierć innych nie łatwo do nas dociera, śmierć własna dla nas nie istnieje. Spotkanie się z nieuchronnością własnej śmierci na poziomie świadomym ma w sobie ogromny potencjał rozwoju. To, co do tej pory wydawało się nam beznadziejne, frustrujące, blokujące nabierać może nowego, wartościowego znaczenia. Kto pozwoli sobie spojrzeć na życie przez pryzmat śmierci, ten zaczyna dostrzegać wyższe esencje życia, jego istotę ukrywaną dotąd we mgle mechanizmów wyparcia. Droga do świadomego życia wiedzie paradoksalnie przez spotkanie z tą, która wydaje się być jego pozornym zaprzeczeniem. Lęk przed śmiercią sprawia, że zrobimy co w naszej mocy, by nie zdać sobie z niej sprawy. Wewnętrzna integracja świadomości śmierci, czyli jej doświadczenie za życia, jest moim zdaniem jednym z najlepszych sposobów na neutralizację dojmującego, towarzyszącego większości z nas przez całe życie lęku. Jak pokazuje moje doświadczenie w pracy z człowiekiem, ten pierwotny lęk potrafi mieć kluczowe znaczenie w oddzielaniu nas od dostępu do pełni osobistego potencjału. To on odpowiada za poziom naszego wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa, naszej gotowości do czerpania z nieograniczonej palety barw życia. Jeśli chcesz życia, jeśli go faktycznie pragniesz, potrzebujesz umrzeć, i to nie raz. Potrzebujesz umierać wielokrotnie, im więcej razy, tym lepiej. Ale nie chodzi mi tu jedynie o takie po prostu umieranie. Żeby twoja śmierć miała sens, wartość i przyniosła dobry dla ciebie efekt, potrzebujesz umierać świadomie, albo chociaż coraz bardziej świadomie. Dlaczego? Ponieważ śmierć nieświadoma, jak już wcześniej wspomniałem, wyzwala bardzo silne reakcje lękowe. W takich warunkach, gdy lęk tobą zawładnie, ograniczasz się do reakcji z poziomu pierwotnych obszarów twojego mózgu. Ciało migdałowate zawłaszcza przestrzenie twojej percepcji, blokuje dostęp do bardziej uorganizowanych części tego niezwykłego, fascynującego narządu. Z poziomu ciała migdałowatego nie może być żadnego rozwoju, żadnego zmartwychwstania. W takich okolicznościach, niezalenie od ilości doświadczanych śmierci, możliwa jest tylko jedna droga. Z powrotem, tam skąd przybywasz, do strefy komfortu, do tego co znane, do wzorców z dzieciństwa, do automatyzmów, do schematów, gotowców, pewniaków.

Metafora życia

Pisałem do tej pory o śmierci fizycznej, śmierci ciała, ustaniu funkcji życiowych. Ten sam, rozćwiczony do perfekcji system wyparcia stosujemy również wobec innego, mniej namacalnego wymiaru śmierci i to do niego przeszedłem płynnie przenosząc cię w świat jeszcze mniej ci dostępny, właściwie zupełnie niedostępny na poziomie rozumowym. Możesz to, co od teraz będziesz czytać, potraktować jako swoistą metaforę, wizualizację subtelnych procesów, jakie prawdopodobnie zupełnie niepostrzeżenie zachodzą w twoim życiu. Choć niedostrzegalne dla ciebie, to nie znaczy, że nie dziejące się. Niedostrzegalne to znaczy tylko tyle, że nie masz na nie świadomego wpływu. Brak twojego wpływu sprawia, że to te procesy przejmują nad tobą kontrolę i prowadzą cię w kierunkach wybranych przez twoją uwarunkowaną podświadomość.

Wyobraź sobie dom, w nim pokój w którym właśnie jesteś, rozejrzyj się po tym pokoju, przyjrzyj się temu wszystkiemu, co się w nim znajduje, dostrzeż kształty, kolory, rozmiary. Popatrz na siebie np. w lustrze, kim jesteś, jak wyglądasz, co masz na sobie. A teraz wyobraź sobie, że wychodzisz z tego pokoju i stajesz w korytarzu. Stojąc w korytarzu widzisz różne drzwi, za którymi nie wiesz co może cię spotkać.

Ta metafora to taka próbka, demo, jedna z wielu metafor, jakie możesz stworzyć w temacie wewnętrznej śmierci, o której piszę. Pokój, z którego wychodzisz na korytarz, to twoje dotychczasowe życie, twój świat, w którym doświadczasz swojej codzienności. Zaburzenie powtarzalności, jakaś trudna sytuacja życiowa, coś poruszającego, wybijającego ze schematu, śmierć kogoś bliskiego, rozstanie, zwolnienie z pracy, upadek twojej firmy, poważna choroba, przeładowanie stresem, narodziny dziecka, doświadczenie odrzucenia, przedłużająca się, trudna sytuacja finansowa, problemy relacyjne w związku i wiele innych zdarzeń, sytuacji, okoliczności, mogą wyprowadzić cię z pokoju do korytarza. W tym korytarzu czeka na ciebie potencjalna śmierć. Każde doświadczenie, które mam w zwyczaju nazywać doświadczeniem granicznym, może stać się przyczynkiem do przeżycia swojej śmierci. Wchodząc na korytarz, wychodzisz z pokoju, który niezależnie od tego, czy ci tam było dobrze, źle, a może po prostu różnie, wychodzisz ze swojej strefy komfortu, czyli z okoliczności życia ci znanych, z którymi wiesz jak postępować, z którymi sobie jakoś do tej pory radzisz. W korytarzu twoja podświadomość spotyka się z obiektem największego możliwego lęku, ze śmiercią, zagrożeniem końca dla tego, co było do tej pory. A ona chce żeby wszystko zostało po staremu, do tego służy, żeby wbrew wszystkiemu uchronić swoje status quo, złudzenie niezmienności. Lęk wzrasta do tego stopnia, że zdecydowana większość ludzi w takiej sytuacji pierzcha z powrotem do tego pokoju, z którego wyszli. Wywinęli się ze szponów śmierci. Udało im się uciec przed zagrożeniem ciągłości, niezmienności. Zdołali przetrwać w ramionach wzorców, schematów, automatyzmów, na jakich zbudowali złudzenie własnej tożsamości, złudzenie swojej nieskończonej ciągłości, złudzenie bezpieczeństwa, które im poczucia wewnętrznego bezpieczeństwa wcale nie daje. Gdzie mogą zbudować to wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, bez którego życie jest tylko namiastką swojego potencjału. Po drugiej stronie korytarza, po śmierci. Oczywiście nie dosłownej, mam nadzieję, że wciąż jesteś w kontakcie ze mną i swoją metaforą.

Za drzwiami śmierci

Człowiek zajęty swoją codziennością, człowiek przeciętny, nieświadomy siebie nie jest w stanie samodzielnie doświadczyć pogłębionego, całkowitego, autentycznego spotkania ze swoją śmiercią przechodząc przez okres przejściowy. Tak, jak już pisałem, przestraszy się, pocierpi trochę, a potem i to cierpienie wyprze i poszuka sobie czegoś co daje przyjemność, znajdzie sobie nowego, wyidealizowanego partnera, zmieni pracę, wyjedzie. Zmieni cokolwiek na zewnątrz siebie, by móc z nową otoczką  wrócić na swoje stare, nieświadome tory życia. Zagubi się na powrót we mgle poznawczej, która przesłania mu widok na to, co w nim ważne, i nazwie to zmianą.

Zdolność przeżywania własnej śmierci i przejścia do nowych wymiarów siebie, tych za zamkniętymi drzwiami, do których przejść trzeba przez metaforyczny korytarz, przychodzi wraz z rozwijaniem w sobie świadomości siebie. Umiejętność wykorzystywania trudnych okresów przejściowych jest warunkiem naszego rozwoju, a za takowy uważam świadome doświadczanie kolejnych Etapów Spójności Osobistej, o których piszę w mojej książce „Jak się zabić, by zmartwychwstać”. Im szersza perspektywa własnej tożsamości, tym bliższa człowiekowi staje się relacja ze śmiercią doświadczaną jako dar, klucz do drzwi wiodących ku kolejnemu Etapowi. To dzięki jej przeżyciu rozwija się w nas zdolność szerszego i głębszego poznawania esencji indywidualnych i społecznych. Śmierć w tym rozumieniu przenosi nas do ukrytego przed ograniczonymi zmysłami świata wieloetapowej transcendencji. W tym świecie lęk przed śmiercią słabnie, a co za tym idzie, rozwija się naturalna radość życia, wdzięczność, otwartość, elastyczność, empatia i co najważniejsze, buduje się bodaj najbardziej deficytowy u przeciętnego człowieka zasób wewnętrznego bezpieczeństwa. Kształtuje się, a może odkształca, bo forma nabiera tu coraz mniejszego znaczenia, konstytucja wysokich wartości, z jakimi człowiek naturalnie idzie przez życie. Pojawia się mądra mądrość, autentyczność i spójność wewnętrzno-zewnętrzna. Im większa otwartość na śmierć własną, tym większy dostęp do zdolności przeżywania śmierci innych ludzi. Im większe doświadczenie w głębokim, wielopoziomowym przeżywaniu własnej śmierci, tym większa umiejętność w prowadzeniu ludzi przez korytarz ich wewnętrznego umierania. Śmierć nie przyniesie zbawczej transformacji temu, kto nie jest do niej przygotowany. Świadoma integracja własnej śmierci staje się w tym świetle niezbędnym warunkiem każdego kolejnego zmartwychwstania.

Zaproszenie do życia

Piszę te słowa w kontekście zbliżającego się święta śmierci sprowadzonego w ostatnich latach do farsy halloweenowej będącej kwintesencją omawianego przeze mnie wyparcia śmierci. Uschematyzowana rytualizacja naszej rodzimej tradycji odwiedzania grobów również niewiele wnosi. Każdy z nas ma jednak możliwość choćby i w tym czasie na spotkanie ze śmiercią w świetle znicza swojego życia. Może trochę inaczej niż dotąd, może bardziej intymnie, osobiście, pod innym kątem zastanowić się nad sensem, wartością, znaczeniem, potencjałem, który wyzwolić może właśnie dzięki świadomemu przeżyciu swojej śmierci za życia. Czy przeżywasz obecnie jakiś okres przejściowy, może jest trudno, może boli, może nie wiesz co zrobić, czujesz się przyparty do muru, tracisz grunt pod stopami, cierpisz? Zamiast się zadręczać, pomstować, zastanawiać za jakie cię to spotkało grzechy, zamiast próbować się wyrwać, chcieć wrócić do tego, jak ci było przedtem, może warto skorzystać z daru i spotkać się ze swoją śmiercią? Ta przecież puka do ciebie co jakiś czas, czasem się nawet dobija, by w końcu, jeśli wciąż niestrudzenie będziesz udawać, że jej nie słyszysz, wyważy drzwi tego twojego pokoju. Wtedy już będzie za późno. Tyle szans bezpowrotnie straconych. Nie lękaj się. Śmierć chce cię zaprosić do życia.

Truly You soon

Jak się zabić, by zmartwychwstać… – skąd wziął się tytuł tej książki

TY OKŁADKA

Wiem, że tytuł książki wzbudził w wielu osobach spore emocje. Słowa jakie do mnie dotarły w reakcji na opublikowaną przeze mnie okładkę: bulwersująca, kontrowersyjna, niepokojąca, tajemnicza, intrygująca itd. Poniżej zamieszczam kolejny fragment książki, w którym wyjaśniam genezę powstania tytułu.

„(…) Ludzie mylą się myśląc, że coś nie istnieje. Wszystko istnieje. Potrzebujemy tylko to odkryć i nadać temu jakąś nazwę.

Tytuł książki składa się z kilku części. Pierwsza z nich znajduje się w lewym górnym rogu okładki i jest słowotworem językowym mojego autorstwa. Słowo Trualize nie istnieje w języku angielskim, a przynajmniej nie istniało do tej pory. Jego tłumaczenie w mojej intencji jest następujące: „uautentycznij”. Zatem Trualize Yourself znaczy: „Uautentycznij Siebie” albo w formie rozbudowanej: „Zdaj sobie sprawę z tego, co jest twoją prawdą, zintegruj ją i pozwól sobie na to, by ją sobą wyrażać”. Pierwsze litery wyrazów tworzących tę nazwę, to TY. Stąd bierze się skrót – TY. W języku polskim ten skrót znaczy bardzo dużo, dla mnie właściwie wszystko co ważne, bo to TY jesteś bohaterem, współautorem i główną intencją powstania tej książki. Znak „©” (ang. copy rights) to określenie zastrzegające prawa autorskie. TY autentyczny jesteś istotą kompletną, zharmonizowaną, wewnętrznie spójną. Jesteś niepowtarzalny, jedyny na świecie, wyjątkowy. TY autentyczny jesteś swoim największym kapitałem, największą Wartością i zasobem. Twoja autentyczność jest tym, co cię wyróżnia, w niej zapisany jest potencjał drogi twojego cennego, spełnionego i szczęśliwego życia. Choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, to zdecydowana większość z nas utraciła dostęp do swojej autentyczności. Ta książka pomoże ci przejść przez złożony proces jej odkrywania. TY© to nazwa procesu odkrywania własnej autentyczności, który stanowi pierwszy Etap kompleksowego programu odkrywania własnej autentyczności i budowania świadomej marki osobistej Truly You  (TY®).

Następnym członem tytułu są nie mniej tajemnicze słowa: „ Jak się zabić, by zmartwychwstać”. To, być może, prowokacyjne dla niektórych sformułowanie wyraża przewodnią myśli tej książki. Jeśli chcesz odkryć własną autentyczność i żyć w zgodzie z tym, co z ciebie wynika, potrzebujesz umrzeć metaforycznie dla siebie dotychczasowego. Do tej pory żyłeś być może w zaprzeczeniu siebie. Metafora zmartwychwstania jest tutaj doświadczeniem przepoczwarzenia i nowych narodzin w dostępie do własnej autentyczności.

Ta książka może dla wielu osób stać się źródłem Dobrej Nowiny. Stąd kolejny element tytułu: „Ewangelia świadomego samobójcy”. Świadomość jest słowem-kluczem dla procesu, a zarazem metaforycznym światłem, do którego będziesz zmierzać. Samobójstwo należy do społecznych „tabu”. W kościele określone jest mianem grzechu śmiertelnego. Księża nie chcą przeprowadzać rytuału pochówku względem osób, które odebrały sobie życie. Ja uważam, że samobójstwo w rozumieniu myśli przewodniej tej książki jest kwintesencją człowieczeństwa, aktem odwagi, za który czeka nas nagroda tu na ziemi. Nagrodą jest spójne, cenne, świadome życie przepełnione poczuciem sensu i znaczenia. A jeśli komuś życie z pełni osobistego potencjału nie wystarcza, i ważne jest dla niego to, co z nim będzie po śmierci, to mam i dla niego słowa pociechy. Kiedyś ktoś mi tę myśl przekazał, więc z niej korzystam dla ciebie w tym miejscu: „Kto umrze zanim umrze, ten nie umrze gdy umrze”.

W prawym dolnym rogu okładki znajduje się polskie wyjaśnienie anglojęzycznej części tytułu, a zarazem określenie opisanego w niej, pierwszego Etapu programu TY®: „Odkryj własną autentyczność”. Oto właśnie w tej książce, jak i w całym naszym życiu przede wszystkim chodzi.(…)”

Książka ukaże się już we wrześniu 2017. Wkrótce opublikuję kolejny jej fragment.

Truly You soon

Jak się zabić, by zmartwychwstać… dla kogo ta książka

 

TY OKŁADKA

„(…) Tę książkę napisałem dla ludzi:

1. Którym zabrakło nadziei, którzy mają dość, którzy nie wiedzą co robić, choć czują, że muszą w swoim życiu coś zmienić.

2. Którzy wierzą, że jest szansa na nowe otwarcie. Dla tych, którzy się boją spróbować i dla tych, którzy znaleźli w sobie odwagę na to, by podjąć wyzwanie.

3. Którzy czują, że jest coś, co może pozwolić im się otrząsnąć z tego, co było do tej pory i wznieść się ku szansom i możliwościom, z jakich nie zdawali sobie dotąd sprawy. Chcą wierzyć, że jest coś więcej, że może być lepiej, bliżej ich potrzebom, bardziej prawdziwie, z sensem, ze znaczeniem, w zgodzie z ich prawdziwymi Wartościami.

4. Którzy chcą oderwać się od przeszłości, wydostać się ze szponów problemów i wyjść na drogę na której poczują się kompletni, spójni, szczęśliwi, w zgodzie ze sobą.

5. Którzy wzrastają, rozwijają się, radzą sobie w życiu osobistym, w biznesie, ale czują, że potrzebują coś jeszcze zrobić, by dać sobie możliwość przekraczania siebie, wejść na wyższy poziom, otworzyć drzwi nowych możliwości. Chcą popracować nad samopoznaniem, by móc czerpać ze źródła odkrywanej własnej autentyczności.

6. Którzy chcą być bardziej świadomi siebie, innych ludzi, świata i mechanizmów nim rządzących. Dla tych, którzy chcą poznawać i spełniać swój potencjał, rozwijać swoje pasje budując na nich osobistą i zawodową przyszłość. (…)”

7. Którzy zawodowo i z serca chcą doskonalić swój warsztat terapeuty, coacha, osoby wspierającej rozwój innych w oparciu o stworzony przeze mnie program Truly You. Kompendium usystematyzowanej wiedzy, kopalnia przykładów z życia, skrzynka z ćwiczeniami i narzędziami, idea i praktyka w jednym.

Książka ta zaprasza Was wszystkich do głębokiego, osobistego doświadczenia siebie. Zawiera sporo stworzonych przeze mnie ćwiczeń, które można wykonać osobiście w trakcie swoistej, wewnętrznej podróży ku samopoznaniu. Żeby się narodzić dla życia w dostępie do własnej autentyczności, potrzebujesz wpierw umrzeć. Jak się zabić, by zmartwychwstać? Na to pytanie nie wystarczy odpowiedzieć, to trzeba przeżyć. Ta książka jest takim wehikułem wewnętrznej transformacji. Kto czuje się gotowy, niech wsiada. Kto się nie czuje, ten niech ją po prostu czyta, aż stanie się gotowy, a wtedy nie będzie nawet czekał na zaproszenie… sam wsiądzie. Ta książka z pewnością nikogo do niczego nie namawia, ale za to ma moc wyzwalania Twojej wewnętrznej siły i motywacji. Do czego? …

Truly You soon