„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – parę ważnych słów o książce

herb

Poniżej trochę treści ważnych i na poważnie, o książce, o korzyściach płynących z jej przeczytania, a raczej przerobienia, o trudnościach, z jakimi ludzie się spotykają w życiu, i o tym, że w takich trudnościach istnieje ogromny potencjał rozwojowy, z którego warto zaczerpnąć.

No, ale po kolei : – )

Adresaci

Książka „Jak się zabić, by zmartwychwstać” prezentuje program stworzony przez autora, którego realizacja prowadzi czytelnika przez złożony proces odkrywania własnej autentyczności. Bogato ilustrowana, zawierająca w sobie wiele ćwiczeń, sprawia, że jest nie tylko ciekawą lekturą z dziedziny rozwoju osobistego, ale też ważną pozycją dającą możliwość samodzielnego odkrywania nowatorskich koncepcji neurobiologii, neuropsychologii, psychologii humanistycznej, transpersonalnej i transformacyjnej. Książka jest polecana, jako ważne źródło informacji dla osób pracujących z ludźmi w gabinetach psychologicznych, psychoterapeutycznych, w coachingu, mentoringu, doradztwie. Niezaprzeczalny jest zatem jej charakter edukacyjny dla osób chcących przejść program osobistego rozwoju, jak i tych, które w tym rozwoju wspierają innych.

dedykacje blackRany

Prezentowany w książce program Trualize Yourself TY© został stworzony przez autora, jako skuteczne narzędzie pozwalające ludziom dotrzeć do przyczyn problemów z jakimi się zmagają. Dostęp do namacalnych ograniczeń i niemożności, które rzutują niekorzystnie na jakość ich życia osobistego i zawodowego, pozwala na ich skuteczną neutralizację. Wyeliminowane przyczyny wewnętrzne dają przestrzeń do tego, by w życiu tych osób mogły zacząć pojawiać się doświadczenia, okoliczności pozwalające im realizować siebie, swój osobisty potencjał w zawodach, które najbardziej im odpowiadają. Szczęśliwi, spełniający się ludzie, którzy żyją z poczuciem, że są na swoim miejscu, że robią to co jest ważne dla nich i dla innych, że to co robią ma wartość, znaczenie i sens, to jeden z głównych celów, jakie przyświecały autorowi w trakcie tworzenia programu i w czasie pisania tej książki.

Efekty

Dzięki przejściu kroków, z jakich składa się program, rozwija się i ugruntowuje w czytelniku zasób zdrowej, spójnej z nim zaradności życiowej. Lektura książki, wzbogacona aktywnym wykonywaniem zawartych w niej ćwiczeń, jest jak osobisty, zindywidualizowany uniwersytet spójnej, autentycznej, świadomej przedsiębiorczości. Dzięki niej człowiek staje się gotowy do tego, by z wykorzystaniem podanych w niej narzędzi i skutecznych sposobów działania, faktycznie zaczął realizować siebie, to, co mu naturalnie i z łatwością przychodzi, w czym jest najlepszy. Dzięki książce będzie robił to z pasją, zaangażowaniem, determinacją, motywacją, poczuciem znaczenia dla siebie i ludzi, którzy zaczną z jego usług korzystać.

Anielskie przesłanie

Ta książka porywa, dodaje skrzydeł, a raczej pomaga rozwiązać skrzydła tych, którzy tak długo żyli ze związanymi, że zapomnieli już o tym, że je mają i że potrafią na nich latać.

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – już jest do kupienia!!!

pierwsze z książkąJeeeeeest  Przyjechała właśnie do mnie, świeżuteńka, pachnąca, barwna, milusia w dotyku. Cieszę nią wszystkie zmysły. Wzruszony jestem bardzo  Nieliczni wiedzą, część z Was się może domyśla, że ogromnie dużo się u mnie w ostatnich miesiącach działo. Dużo kłód pod moje nogi padało. Wiele przeciwności na drodze się pojawiało. Raczej wiatr wiał mi w oczy. Jedna z perspektywy patrząc na to wszystko dostrzegam, że to wszystko były dary, może takie niedosłowne  ale jednak dary, za które mam w sercu ogromną wdzięczność  Jeeeeest książka  Ważna, mądra, dobra, przydatna dla wszystkich, którzy chcą się rozwijać, odkrywać własną autentyczność, wyzwalać swój potencjał, żyć pełnią, w zgodzie z sobą, dzielić się z innymi tym co w nich cenne, unikalne, wartościowe. Można ją już zamawiać – tylko ode mnie. Piszcie na konrad@konradwilk.pl. Piękny z niej może być też prezent pod choinkę dla siebie lub kogoś bliskiego. Jest w niej kompleksowy program procesu własnego rozwoju, mnóstwo ważnych ćwiczeń, bardzo praktyczna, rzadko przekazywana, kluczowa wiedza o nas i naszym życiu, relacjach z ludźmi, moje wieloletnie doświadczenie w pracy z człowiekiem. Książka kosztuje 39 zł plus koszty przesyłki. Chyba, że w Warszawie, to powiem skąd odebrać w centrum. Każdy dostanie ją z imienną dedykacją  To bardzo radosny dzień dla mnie, bardzo radosny 

KS-ok-tył

Tańczący z Ludźmi – dossiere

w książeczce O mnie czas na dossiere – str. 1

6a mały

Tańczący z Ludźmi – Historia Spójności Osobistej str. 3

kolejna strona książeczki O mnie, choć głównie o programie TY w metaforze ; – )

5a mały

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – okresy przejściowe cz. II

TY OKŁADKA

Moi drodzy

Jak wczoraj wspomniałem, tak dzisiaj robię : – ) Kolejny fragment książki przed nami. Jeśli miałbym powiedzieć z czym większość moich klientów indywidualnych do mnie przychodzi, to właśnie z sobą w jednym z wymiarów tego okresu przejściowego. A tych wymiarów jest mnóstwo, zresztą sami zobaczcie:

„(…)

6. Przełomy zindywidualizowanej historii życiowej

Jest jeszcze wiele innych doświadczeń przełomowych, które w naszych życiach przytrafiają się na każdym Etapie. Eskalacja konfliktu w relacji z partnerem, rozstanie, rozwód, śmierć partnera lub innej osoby bliskiej, utrata pracy, wypalenie, problemy wychowawcze z dziećmi, zmiana pracy, awans, degradacja, założenie własnej firmy, ciężka choroba, renta, przyspieszona emerytura i inne zdarzenia, które mają potencjał stać się nieuniknionym wyzwalaczem trudnych doświadczeń. Bywa i tak, że mimo kolejnych Etapów w jakie wkraczasz, doświadczasz wewnętrznych stanów utraty szczególnie ważnych dla ciebie Wartości, znika gdzieś motywacja do życia, pracy, relacji z ludźmi, rozczarowanie dokonanymi wyborami, przesilenie przedłużającą się trudną sytuacją materialną, toksycznym związkiem, przedłużającą się samotnością, nadmiarem obowiązków, nieznośnym, zdającym się stałym i niezbywalnym, niechcianym scenariuszem życia, znudzeniem, brakiem perspektyw. Co wtedy? Czy tak już musi być? Czy da się z tym coś zrobić? Gdzie szukać pomocy? Czy warto? Ja, patrząc z szerszej perspektywy, mówię o takich doświadczeniach, że są dobre, że można być za nie wdzięcznym, bo dają szansę, bo stają się potencjałem energii refleksji, weryfikacji, rozwoju, nowego otwarcia. Mogą pomóc w wejściu na drogę odkrywania własnej autentyczności, wesprzeć w procesie domykania dotychczas niedomkniętych Etapów i przejścia na kolejny Etap. Wielu klientów przychodzi do mnie, kiedy trafiają w życiu na któreś z tych doświadczeń. Przychodzą, bo cierpią, bo nie wiedzą co robić, bo czują, że życie im się właśnie rozpadło, bądź chyli się ku upadkowi. Gdy zadbamy o ich stan wewnętrzny, zostają i wspólnie kontynuujemy najważniejszą i najpiękniejszą podróż ich życia. (…)”

Tych okresów przejściowych wyszczególniłem jeszcze kilka, ale o pozostałych już niedługo będziecie mogli poczytać w książce. Okresy przejściowe, choć nie muszą nam się wcale z tym kojarzyć, gdy przez nie przechodzimy, są ogromnym potencjałem naszego rozwoju, potencjałem realizacji siebie, spójności, autentyczności, ale też efektywności, realizacji, spełniania, generowania wymiernych efektów, również finansowych. To szansa na zruszenie barier wewnętrznych, ograniczeń, neutralizacji przekonań nieświadomych stojących nam na drodze. Wdzięczność za bolesny okres przejściowy nie jest łatwa i nikogo do niej nie warto przymuszać . Wdzięczność przychodzi w procesie, jeśli pozwolimy sobie wejść na jego drogę. Im bardziej świadomie przechodzić będziemy przez proces, tym większa szansa wykorzystania jego potencjału. Jedni skorzystają, inni nie… Ja staram się ze swojego skorzystać, a i moim klientom w tym korzystaniu pomagam. Kto korzysta, ten czerpie z tego korzyści : – )

Truly You soon

„Jak się zabić, by zmartwychwstać…” – recenzja dr Lidia D. Czarkowska

TY OKŁADKA

Moi drodzy

Kolejna recenzja. Tym razem autorstwa dr Lidii D. Czarkowskiej. Tym, którzy się interesują coachingiem, nie muszę Jej przedstawiać. Cudowny, piękny człowiek, coach, trener, wykładowca, mówca, profesjonalistka w każdym calu, prawdziwa, piękna kobieta, osoba, w której chyba każdy kto miał z nią kontakt, zakochuje się bez reszty. Kwintesencja tego, co jest celem każdego z nas na drodze, o jakiej piszę w książce „Jak się zabić, by zmartwychwstać…”.

Poniżej recenzja książki. Obszerna i mądra. Bogata w wiedzę, świadomość siebie i procesów życia, jakim podlegamy niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z nich sprawę, czy nie. Dzięki takim ludziom jak Lidia, możemy zacząć zdawać sobie sprawę coraz bardziej. Zapraszam do lektury.

Recenzja książki „Jak się zabić, by zmartwychwstać…” : dr Lidia D. Czarkowska

W jaki sposób słowa mają moc tworzenia? Aby tego doświadczyć zapraszam do lektury książki napisanej przez Konrada Wilka, w której autor właśnie poprzez słowa i obrazy użyte w świadomy, wielowarstwowy sposób – poprzez symbole, metafory, archetypy i opowieści – otwiera przed czytelnikiem drzwi transformacji i uruchamia proces uautentyczniania i aktualizacji siebie.

 

Każdy z nas jest niepowtarzalnym i bezcennym podmiotem, który jako jedyny może stawać się samym sobą i wnosząc swój unikalny wkład, współtworzyć w ten sposób i dopełniać wszechświat. Dwuetapowy program Truly You (TY ®), stworzony i opisany przez autora, jest spójny z samą istotą coachingu, czyli wspieraniem ludzi w odkrywaniu i realizacji ich osobistego potencjału. Sześć kroków składających się na całość programu prowadzi czytelnika przez poszukiwanie, spotykanie i odkrywanie samego siebie oraz swoich wewnętrznych skarbów, czyli wyzwalanie spójności osobistej, nazwane przez autora procesem Trualize Yourself (Ty ©) – po precyzowanie, ogłaszanie i spełnianie swojej misji, czyli realizację struktury osobistego sukcesu, nazwane tutaj Trademark Yourself (Ty ™).

Konard Wilk kładzie przed czytelnikiem całą paletę modeli, ćwiczeń i mocnych coachingowych pytań – takich, które przyczyniają się do poszerzania samoświadomości i podnoszą dostęp do osobistej mocy sprawczej.

Rdzeniem pojęcia samoświadomość jest conscienca, czyli świadomość – słowo, które etymologicznie wywodzi się z łaciny [łac. con – razem; z i łac. scientia – wiedza] i oznacza wiedzę współdzieloną, a więc wiedzę pochodzącą ze wspólnego pola informacji, do którego zyskujemy dostęp poprzez refleksję nad doświadczanym życiem. Z tego względu niezwykle istotny jest sam podmiot poznający – czyli ten, który doświadcza. Nasza świadomość jest subiektywna, właśnie dlatego, że w znacznym stopniu zależy od samego obserwatora oraz sumy jego doświadczeń. Z tego względu szczególną wartością i swoistym pięknem tej książki jest dzielenie się przez autora samym sobą, osobistą historią, ważnymi dla niego autorytetami i własną biografią, będącą drogą do autentyczności – wplatanymi nieustannie w treść dzieła.

Autor opisując swoją ścieżkę pokazuje też źródła własnych inspiracji i chociaż postanawia nie cytować żadnych klasyków po to, aby mówić własnym głosem – to odnosi się do idei m.in. Roberta Diltsa, Clare W. Gravesa czy Kena Wilbera, które zapładniały jego świadomość w tworzeniu autorskiego modelu Etapów Spójności Osobistej oraz narzędzi do wspierania procesu jej rozwoju. Przekornie zacytuję tu jednego z ludzi, których biografia jest potwierdzeniem przejścia wielkiej osobistej transformacji: „Człowiek nie może niczego nauczyć drugiego człowieka, może mu tylko dopomóc w wyszukiwaniu prawdy we własnym sercu(…)” Św. Augustyn. Książka zawiera także krótką charakterystykę modeli osobowości Hipokratesa-Galena, Junga i testu MBTI® Myers-Briggs a także metaprogramów oraz testu Mindsonar Hollandera. Jednakże autor zaprasza do pogłębionej autorefleksji ponad ograniczającymi etykietkami, jakie moglibyśmy sobie przykleić. Pokazuje nie tylko fazy, ale też pułapki na drodze rozwoju Człowieka Świadomego. Daje też narzędzia coachingowe do pracy nad przekonaniami stanowiące praktyczne zastosowanie modelu RTZ Maultsby’ego oraz opisuje stan przepływu oraz pracę z cieniem, tak istotne w odkrywaniu Misji Spójności Osobistej i Wizji Osobistego Sukcesu.

Budzenie w nas przez Konrada Wilka samoświadomości i gotowości do życia w zgodzie z odkrywaną o sobie prawdą, wpisuje się w nurt psychologii humanistycznej. Nauka wyróżnia poziomy świadomości – niże, to po prostu odwzorowywanie środowiska w umyśle, czyli świadomość otoczenia oraz zdawanie sobie sprawy z istnienia samego siebie (np. identyfikacja samego siebie w lustrze, która łączy się z identyfikacją z własnym ciałem i jego doznaniami; odczuwaniem bólu i przyjemności). Wyże poziomy świadomości to: samoświadomość introspekcyjna i metaświadomość[1]. W centrum zainteresowania psychologii humanistycznej stoi właśnie samoświadomość introspekcyjna, czyli idea samego siebie, która tworzona jest w oparciu o dwa sub-aspekty:

1) zdawanie sobie sprawy z doświadczanych obecnie przez podmiot: doznań (odczuć), emocji (uczuć), potrzeb, motywów, myśli (poglądów, przekonań i sądów wartościujących) oraz własnych możliwości i ograniczeń – i tutaj nie do przecenienia w procesie samopoznawczym jest rola coachingowych pytań oraz

2) pamięć epizodyczna (katalog osobistych wspomnień), pomagająca jednostce w zachowaniu poczucia ciągłości biograficznej i tożsamości, niezależnie od bieżących zmian w środowisku – może to być obszar pracy coachingowej jeśli eksploracja przeszłości ma na celu poszukiwanie dostępu do osobistych zasobów lub obszar pracy terapeutycznej jeśli potrzebne jest uwalnianie od wynikających z przeszłości blokad i uzdrawianie dawnych zranień.

Natomiast metaświadomość, jest rozumiana jako świadomość świadoma samej siebie, a jej eksploracją zajmuje się psychologia transpersonalna. Te dwa wyższe rodzaje świadomości psychologia humanistyczna uznaje za istotę bycia człowiekiem.

Carl Rogers uznawał rozwój samoświadomości za klucz do poczucia podmiotowości (samostanowienia) i autonomii jednostki[2]. Samoświadomość w ten sposób otwiera drogę do wolności od ograniczeń zewnętrznych (materialnych) i wewnętrznych (osobistych). Z kolei Erich Fromm twierdził, że wysoka samoświadomość charakteryzuje tych, którzy potrafią twórczo realizować swoje pragnienia, kierując się przy tym własnymi wartościami, odkrywanymi w procesie refleksji nad osobistymi doświadczeniami, co prowadzi do afirmacji własnego „ja” w kontekście całego życia jednostki[3].

Zarówno myśl Fromma i jak i Rogersa obecne są w tym, co jako proces rozwoju Spójności Osobistej opisuje Konrad Wilk – dlatego czytając tę książkę wielokrotnie odczuwałam zachwyt nad tym jak uniwersalna mądrość należąca do ludzkości jest dostępna każdemu z nas, kto tylko odważy się na postawienie sobie istotnych pytań i otworzenie serca i umysłu na pojawiające się odpowiedzi. Autorowi bez wątpienia nie brakuje odwagi w zadawaniu pytań i aktywnemu wspieraniu czytelnika w odkrywaniu jego własnych odpowiedzi. Dzięki temu działa jako „Przebudzacz”, nazywany przez Roberta Diltsa Awakenerem, czyli jako Coach tranfsormacyjny, pracujący na najwyższych poziomach piramidy neurologicznej.

Ważna w tej książce idea metaforycznej śmierci na poziomie tożsamości – umrzeć by móc narodzić się ponownie – także jest obecna w psychologii egzystencjalnej i humanistycznej od wielu lat. Szczególnie bliskie tej koncepcji wydają się proces indywiduacji Carla Gustawa Junga, teoria kryzysów egzystencjalnych Erika Eriksona i stosunkowo mało znana w Polsce, za to intensywnie rozwijana w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i USA Teoria Dezintegracji Pozytywnej profesora Kazimierza Dąbrowskiego. Według modelu Konrada Wilka kluczowa transformacja nazywana przez niego „fazą śmierci” następuje w okresie zwanym „kryzysem wieku średniego” (42+/- 3 lata) co koresponduje z ideą procesu indywiduacji opisywaną przez Junga, jako moment, w którym koło czterdziestych urodzin nasze poczucie własnej wartości przestaje zależeć od tego jak jesteśmy postrzegani przez otoczenie i czy żyjemy w zgodzie z obowiązującymi standardami społecznego sukcesu, a zaczyna być związane z tym na ile żyjemy w zgodzie z własnymi, osobistymi wartościami po to by indywidualnie doświadczać poczucia spełnienia. W modelach Ericsona i Dąbrowskiego – „umieramy” w ciągu życia wielokrotnie – co każde 7-11 lat, kiedy dawna tożsamość przestaje spełniać swoją funkcję a nowa potrzebuje okresu inkubacji aby się narodzić, i to zwykle w bólach.

Dlatego właśnie polecam tę książkę wszystkim, którzy stoją u progu własnej pierwszej lub kolejnej transformacji w swoim życiu – i już nie wystarczają im odpowiedzi jakich udzielali sobie dotychczas, a to, co nieuchronnie nadchodzi, chociaż jest jeszcze dla nich niewyraźne, niepewne lub wręcz przerażające.

Konrad Wilk jako coach pokazuje w swojej książce pełną pokory a jednocześnie mocy postawę towarzyszenia klientowi w procesie transformacji. Dzięki istnieniu coacha-lustra klient może łatwiej zobaczyć swoją sytuację, swoje reakcje, dylematy i wybory oraz doświadczyć „przemiany”, której naturalny przebieg zmierza ku uspójnieniu wewnętrznych przeciwieństw. Poprzez odkrywanie prawdy o sobie, następuje integracja na głębszym poziomie tego, co początkowo jawi się jako dysharmonia a nawet sprzeczność. Wszak istotą coachingu transformacyjnego jest rozwijanie stanu wewnętrznej spójności – dzięki czemu osiąganie przez klienta zamierzonych rezultatów staje się naturalnym zewnętrznym skutkiem wewnętrznej integracji[4].

Z tego względu polecam tę książkę również profesjonalnym coachom, jako źródło inspiracji, wiedzy i narzędzi do wspierania i siebie i klientów na ścieżkach rozwoju autentyczności i spójności, do wyrażania siebie, poprzez życie swoją misją i realizację wizji. A wszystko to po to, aby cieszyć się ze Świadomej Tożsamości i dzielić ze Światem owocami „zmartwychwstania” takimi jak: elastyczność, unikalność, pokora, radość życia, rozwój i prostota.

           

dr Lidia D. Czarkowska

Quality of Life Institute

 

 


[1] Więcej na ten temat w: Lidia D. Czarkowska (2016) Coaching a samoświadomość, Wstęp [w:] Coaching Review nr 1/2016 (8).

 

[2] Rogers, Carl R. (2002) Sposób bycia, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.

[3] Fromm, Erich (1993) Ucieczka od wolności, Czytelnik

[4] Czarkowska Lidia D. (red.) (2014) Coaching transformacyjny jako droga ku synergii, Poltext, Warszawa

 

Recenzja znajdzie się w całości w książce, a jej fragment na jej tylnej okładce

Truly You soon,

W środku aktywnego wulkanu – White Island, Bay of Plenty, North Island, New Zealand

wi13

Wrrrrrrrrrrrrr

Wczesnym rankiem, w blasku wschodzącego słońca wsiadamy w Whakatane na łódź i wypływamy w morze. Bezchmurne niebo, niezbyt wysokie fale lekko, przyjemnie kołyszą. Panuje obezwładniająca atmosfera relaksu, jest nawet trochę sennie.

Po co mi jakieś mantry przy porannej medytacji, przecież wystarczy porządny silnik diesla firmy Honda i już jestem w transie. Przypomina mi to odkurzacz, który włączaliśmy z żoną, gdy chcieliśmy uśpić naszą córkę, kiedy była niemowlęciem. Te wszystkie jednostajne dźwięki działają na nas w taki kojący sposób, bo przypominają naszej głębokiej pamięci czasy prenatalne – w brzuchach mam nam tak jednostajnie buczało – cała tajemnica transu. Tam czuliśmy się bezpiecznie. Łakniemy tego poczucia, bo wciąż nam go podświadomie w życiu brak. Na bardzo wiele sposobów, zwykle głupich i nieskutecznych, staramy je sobie zapewnić. Z tej potrzeby niezaspokojonej stworzyliśmy cały nasz system społeczny, dążności, aspiracje, starania, ambicje, alianse, związki, rodziny, używki, lodówki, kasty, gówniane żarcie, pieniądze, cywilizacje, przepisy, religie, święte sakramenty, tytuły naukowe, broń, sądy, wyroki i wojny. Potrzeba bezpieczeństwa jest najsilniejszym imperatywem determinującym nasze postępowanie, tyle że jej zaspokojenia w większości poszukujemy na zewnątrz, w świecie, który nas otacza, w innych ludziach, a jedyną możliwością jest zbudowanie poczucia bezpieczeństwa w sobie. Czy da się to zrobić? Da się. Jak? A to już temat na zupełnie inne doświadczenia. Nie zapominajmy, że jestem na łodzi i sobie oddycham w oparach spalonej ropy.

Wodne pluszaki

A więc siedzimy i koimy się ale nie wypada być takimi ukojonymi, bo to przecież może być nuda, a nuda jest niedopuszczalna i niemile widziana. Zatem członkowie załogi podchodzą do uczestników wyprawy, zagadują, opowiadają, żartują, ożywiają rozmową ten nietakt. Ludzie więc angażują się w obrosłe kanonami społecznymi mielenie językami. No wreszcie jest jak trzeba – wszyscy gadają. Entuzjazm eksploduje po chwili, gdy zostajemy wręcz osaczeni przez stado około 20 delfinów – common dolphin, czyli zwyczajne, choć dla mnie niezwykłe – które zaczynają płynąć wzdłuż burt, skakać nad powierzchnię wody, ścigać się z nami, ewidentnie bawić się naszym towarzystwem.

wi2

Koniec żartów

Niedługo później zaczyna się. Ci, co nas tak zapamiętale zagadywali, przynoszą na pokład dwa wielkie wory. W jednym z nich są żółte kaski, a w drugim czarne maski. Każdy ma założyć swoje. Zaczynają się bardzo szczegółowe instrukcje co do tego jak mamy się zachowywać, co robić, a czego nam kategorycznie nie wolno. Tych instrukcji zabraniających jest zdecydowanie najwięcej. Przybijamy do wyspy, nad którą unoszą się kłęby dymu, jak nad fabrycznym kominem, który nie podlega ścisłym restrykcjom opisanym przez jaką dyrektywę Unii Europejskiej. Pontonem ze statku przedostajemy się na ląd. Oto stanąłem właśnie na gorącym gruncie wyspy – aktywnego wulkanu, który ostatnią erupcję zaliczył w zeszłym tygodniu. Tak, tak, nie kilka lat temu, ale w zeszłym tygodniu i wciąż jest bardzo niespokojny. Szumi, buczy, trzeszczy, piszczy, wyje. Chmury dymu i wżerające się w płuca opary siarki sprawiają, że wszyscy, którzy jeszcze nie założyli masek zaczynają panicznie kaszleć. Krajobraz… no właśnie, jak określić ten krajobraz? Ciężko to z czymś porównać. Unikalny, spektakularny, baśniowy, ale to z jakichś mrocznych baśni, filmów sience-fiction, Obcy z Sigourney Weaver, czy coś w tym rodzaju. Jesteśmy w środku krateru żywego, wzburzonego wulkanu. Drugi poziom zagrożenia. Przewodniczka rusza pierwsza, by ocenić czy da się iść dalej. Wraca, co oznacza, że możemy ruszać.

wi11 wi14

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podróż do wnętrza ziemi

Wewnętrzne ściany i dno krateru pokryte są pyłem, który poświadcza o ostatniej erupcji. Wszędzie w koło ziemia dosłownie pali się nam pod stopami. Dochodzimy do krawędzi, do miejsca, z którego wydobywa się ten dym widoczny na dziesiątki kilometrów. Jądro ziemi, fantastyczny spektakl, którego ni jak nie potrafię opisać. Kosmiczne przeżycie, nierealne wręcz, magiczne. Przewodnicy coś mówią, ale nikt ich nie słucha. Z tego transu nikt nie chce się dać wyrwać. Stoimy oczarowani, wpatrzeni w środek ziemi, jakby w samych siebie. Piekło? Niebo? W tej chwili – czy to ma jakieś znaczenie?

wi15 wi17

True You soon

Złote plaże, romantyczne wschody i zachody słońca, kolacje przy świecach i piękne miejscowe foczki chętne na foto sesje w każdej pozycji, tzn. pozie

atb3

Na siedząco to można być najwyżej uśpionym

Pisałem ostatnio, że znikam na parę dni i tak też właśnie zrobiłem, tzn. nie zniknąłem, istniałem, ale w zupełnie innym wymiarze. Kocham iść, jak Forest Gump, który od pewnej chwili zawsze kiedy gdzieś szedł, to biegł, tak ja zawsze kiedy chcę pobyć z sobą i dla siebie, to idę. Tak sobie myślałem idąc, że może wcale nie jest tak, że Jezus siedział na pustyni, gdy odkrywał siebie i spotykał się ze swoimi wewnętrznymi słabościami, że swoje oświecenie raczej doświadczał idąc. Odtąd też przecież był w drodze, szedł, nauczał, uwalniał ludzi z blokad, które utrudniały im dostęp do osobistego potencjału, szedł i czynił dobro. Budda moim zdaniem nie siedział wcale pod drzewem Bodhi żeby się przebudzić, ale szedł, był w drodze, poznawał świat i ludzi w świeżości ich chwili obecnej, na nowo, patrzył na nich oczami, które widzą. Właśnie dlatego że ruszył d… z miejsca, wyszedł z tej nadużywanej w kręgach pomocowych, słynnej „strefy komfortu”, opuścił swoją książęcą Nibylandię, mógł spotkać siebie takiego, jakim nie potrafił się poznać za murami pałacu. Mahomet też w moim mniemaniu nie odkrywał siebie w jakiejś jaskini. Mahomet był w drodze, szedł i tak idąc docierał do odkryć, jakie może potem na siedząco spisywał tworząc święte księgi Koranu. Apostołowie, prorocy, mędrcy, nauczyciele – łazili po świecie, byli w drodze, przemieszczali się, poznawali i dawali możliwość poznania. Ruch jest dużo bardziej dla nas naturalny od siedzenia, ruch robi dobrze naszym ciałom, umysłom i duszom. Zmiana jest naturalną cechą życia. Siedzenie, stagnacja, bezruch to kiśnięcie, pleśnienie, skorupa. Często mówię moim klientom taką metaforę o tamie, że ja pomagam otworzyć tamę, że jak woda popłynie, to wróci do swojej natury, jaką jest płynięcie, zacznie na nowo dotleniać się, rzeźbić swoje koryto, wypłukiwać, nawadniać i nawozić. Rzeka jest sobą gdy płynie. Człowiek jest sobą, gdy jest w ruchu. Tak sobie idąc myślałem : – ) Idę, więc jestem : – )

atb13

Brak

Pamiętacie może takie hasło z jednego z moich ostatnich wpisów o oświeceniu? Myślę, że wygoda usypia. Wygoda jest wygodna, daje złudne poczucie zewnętrznego bezpieczeństwa, ale usypia. Jak dużo bardziej czuję siebie, gdy odbieram sobie to, do czego cywilizacyjnie przywykłem. Z plecakiem, w którym niosę swój dom, skromny, podstawowy prowiant, kilka rzeczy niezbędnych, idę. Wstaję rano, krótka joga i ruszam, by przejść brodem rzeki, zanim przypływ odetnie mi drogę. Śpiewam, gwiżdżę z ptakami, jestem. Jak chcę pić, to piję, jak chcę jeść, to czekam, aż mi się zechce bardziej, bo jedzenie ma mi wystarczyć, więc dzielę racje żywnościowe i widzę, jak niewiele potrzeba, że tym więcej energii mam, im się mniej najadam. Rozbijam namiot, ognisko rozpalam, a za świece mam gwiazdy, prawdziwe mrowie gwiazd i co wieczór grono osób z różnych stron świata, rozmowy, śmiech, cały atlas różnorodnych map świata, a zwłaszcza mój towarzysz Gustavo z Argentyny, wspaniały człowiek, bratnia dusza, wyśmienity kompan, towarzysz wyprawy.

atb24

atb15

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

atb10

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Foczki się bawią

Siedzę w zachwycie na skale i przyglądam się życiu całej kolonii fok. Czy starsze osobniki, czy dzieci, nieważne, foki się bawią. Krystalicznie czysta woda zatoki pozwala mi patrzeć na nie, jak polują na ryby, ale też jak dla zabawy nurkują, skaczą nad wodę, puszczają sobą po powierzchni kaczki, wdrapują się niezgrabnie na tych swoich płetewkach na skały. Taki spektakl życia stworzeń, które za te bogate ławice ryb wokół nich pływające wcale nie płacą. Jak się już wybawią, to rybę łapią, zjadają i idą dalej się bawić. Są naprawdę piękne, mają tyle wdzięku w sobie, są ciekawskie, otwarte i ufne, bo krzywdy nie doznają ze strony takich jak ja stworzeń, więc się im źle nie kojarzę. Siedzę tak już z godzinę metr od małego dzieciaka. Matka leży tuż obok, ssie mleko z jej piersi drugi mały. Matka rzuca na mnie okiem i zaraz je zamyka, przysypia rozluźniona, czuje się przy mnie bezpieczna.

atb17 atb18

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

atb22

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rajska kraina

W cztery dni przeszedłem 75 km, z góry na dół i z dołu do góry, plażami też szedłem fragmenty. Piękne miejsce, cudowne lasy zdobne w lokalne palmy Nikau i drzewa, które rosnąc w skupiskach plantacje brokułów mi przypominają. Mało ludzi na szlaku, na niebie niezmącony nawet małym obłoczkiem błękit, szlak świetnie przygotowany i bardzo zadbany. Abel Tasman Great Walk – polecam wszystkim chętnym.

atb21

Mam małe zaległości, więc już pewnie jutro napiszę coś znowu : – ) Będzie o obrączce wrzuconej do mordy, znaczy się do Mord… ; – )

True You soon

ICF, Auckland, Waikanae, Wellington, New Zealand

Ostatnio się nie odzywałem. Sporo się w tym czasie działo, dużo przygotowań, przejazdów, pracy nad artykułami o Wyspach Cooka. Przede wszystkim jednak dni wypełniały mi spotkania z przedstawicielami świata coachingowego Nowej Zelandii. I to o nich słów dzisiaj kilka.

Alyson

alyson 3 s

 

Dwa dni temu kilka godzin spędziłem w towarzystwie uroczej osoby Alyson Keller, która przewodniczy północnemu oddziałowi ICF. Polubiliśmy się z Alyson, a dodatkowo okazało się, że nie tylko dzielimy wspólnie pasję dla tematyki wspierania naszych klientów w procesach odkrywania własnej autentyczności i budowania marki osobistej, ale też do pracy z liderami nad rozwijaniem cech świadomego przywództwa. Rozmowom nie było końca. Już zresztą jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie po moim powrocie do Auckland. No zaklikało ewidentnie : – )

 

Gai

gai 2 s

Wczoraj spotkałem się z taką ichnią guru coachingu, nazwałem ją Matką Coachką. Z kim bym nie rozmawiał, to każdy tu wielką estymą ją darzy i z szacunkiem się o niej wypowiada. Alyson mówi o niej Earthy Lady i bardzo pasuje do niej to określenie. Mieszka nad morzem w takiej małej, uroczej mieścince Waikanae. Jest w niej tyle ciepła, dobroci, otwartości, pogodzenia, autentyzmu, że z pół świata by można obdzielić i na dobre by mu to wyszło. A i zresztą dzieli się sobą ze światem, bo pracuje z ludźmi z wielu krajów. Do jej klientów należą naprawdę znani i znaczni, a ona, taka skromna i niepozorna. No miał być lunch, a zrobiło się z tego wiele bardzo ważnych dla mnie godzin : – ) Takich ludzi na swojej drodze spotykać, to prawdziwy przywilej. Znaczy że uprzywilejowany jestem chyba : – )

 

ICF w Nowej Zelandii podzielony jest na trzy oddziały: Północny z siedzibą w Auckland, Centralny z siedzibą w Wellington – stolicy NZ i Południowy z siedzibą w Christchurch, choć ten aktualnie nie działa ze względu na tragedię trzęsienia ziemi, które praktycznie zniszczyło to piękne miasto kilka lat temu. Do tej pory miasto zmaga się z jego konsekwencjami.

 

Brett

wellington meeting s

Przyjechałem więc do Wellington, by spotkać się z Prezydentem (tak tu się tytułują : – )) oddziału centralnego. Brett Walker, fantastyczny facet, taki gość typu konkret, w którym jest jednocześnie mnóstwo takiej dobrej, pozytywnej energii, zero nadętej bubkowatości : – ). Ma sporą wiedzę na temat nie tylko rynku pomocowego w Nowej Zelandii ale też szerszej, biznesowej (pracuje na wysokim stanowisku w Hewlett Packard), którą się dzielił ze mną dając mi szerszy kontekst tego jak się tu sprawy mają. Nie mogło mi się lepiej trafić, bo każda z tych osób reprezentuje inny aspekt świata, który mi jest tak bliski. Brett zresztą pojawił się na spotkaniu w towarzystwie swojej koleżanki, sekretarz oddziału centralnego, która pracuje z ludźmi w kontekstach osobistych, bardziej jako life coach. Dowiedziałem się więc też od niej sporo o tym jak Kiwi (mieszkańcy Nowej Zelandii) podchodzą do life coachingu i w ogóle do kwestii związanych z radzeniem sobie z problemami, wyzwaniami, trudnościami natury psychologicznej. Zjedliśmy lunch razem , a potem poszliśmy na spacer po mieście.

 

Wellington

Nie ukrywam, że bardzo polubiłem to miasto. Ma swój klimat. Jest małe, wciśnięte pomiędzy zatokę, a pasmo wzgórz. Bardzo piękne krajobrazowo, z promenadą, po której mnóstwo ludzi biega o każdej porze dnia. Wielu mieszkańców podobno wykorzystuje do biegania przerwę lunchową : – ) Dla mnie biegacza to bardzo kuszące okoliczności przyrody. Jest tu taka dzielnica, (a tam od razu dzielnica), parę ulic w takim bohemowym klimacie, mnóstwo knajpek, starych, wiktoriańskich kamieniczek, domków, jak na dzikim zachodzie, niska zabudowa, sto kolorów elewacji, uliczni grajkowie, mnóstwo ludzi, deptaki. Nie znajduję odpowiedników w Europie – wieczorami jest tu naprawdę uroczo. Kilka zdjęć Wellington poniżej. Kto zna angielski, niech sobie przeczyta napis na tablicy – taki polski akcent.

Póki co, to by było na tyle : – )

 

True You soon

wellington 6 wellington 5 wellington 2

parliament wellington

ICF event, Northern New Zealand Chapter, Ponsonby, Auckland

icf auckland 3

Wieczorem wziąłem udział w comiesięcznym spotkaniu coachów należących do ICF Chapter Asia South Pacific. Warsztat poświęcony był dwóm pierwszym kluczowym kompetencjom ICF – Setting the Foundations. Zostałem tam zaproszony przez szefową ICF Northern Chapter Alyson Keller. Super ludzie, dobra atmosfera, zaangażowanie, otwartość. Wszyscy chętnie wymieniali się swoim doświadczeniem, dzielili rozwiązaniami, które sami stosują i dla nich działają. Przyjęli mnie bardzo serdecznie, nawiązałem sporo kontaktów.

icf auckland 2

Dzisiaj jeszcze mam indywidualne spotkanie na lunchu z Alyson. Wieczorem ruszam do Wellington, gdzie spotykam się z Szefem ICF na Nową Zelandię. Robię sobie takie osobiste rozeznanie w lokalnym rynku coachingu. Cel? Hmm : – )

Spotkanie ICF Northern odbyło się w bardzo mi się podobającej dzielnicy miasta Ponsonby, która malowniczo położona jest na zboczach wulkanu : – ) Tak tak, wulkanu. Jedego z 50 wuklanów znajdujących się w granicach miasta Auckland. Kilka zdjęć z Vermont Street. Ostatnie z nich to oczywiście Downtown by Night.

True You soon

ponsonby 4

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ponsonby 3

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ponsonby 1 auckland by night