Mam papiery na spełnianie pasji :- )

żagle 2

Podekscytowany i zmęczony dzielę się moi drodzy z wami swoim szczęściem. Dzisiaj zakończyłem miesięczny kurs i zdałem egzaminy na żeglarza jachtowego i sternika motorowodnego:-) Nie było lekko. Pasja sformalizowana. Marzenia do realizacji gotowe. Czas urzeczywistniać i ruszać na wodę !!!

Reklamy

Kaikoura – raj dla podglądaczy, czyli 20 metrowy olbrzym z wielką głową pełną spermy

kaiko i plecak

Mokre sny

Winien wam pewnie jestem pewne wyjaśnienia. Faktycznie pojechałem tam, nie ukrywam, że bardzo chciałem je zobaczyć. Naprawdę są wielkie i nie wstydzę się tego powiedzieć, bardzo podniecił mnie ich widok. Marzyłem o tym, śniłem o nich i były to mokre sny. A miejsce, w którym można je podglądać – spektakularne, oszałamiające, bajkowe.

Po naszemu nazywają się kaszaloty. To największe wieloryby z zębami. Oj tak, z zębami, które u największych osobników, u dojrzałych samców dorastają do 40 cm. Po angielsku nazywają się Sperm Whale, a to dlatego, że w ich wielkich głowach, które stanowią nawet 1/3 rozmiaru całego ciała znajduje się substancja, płynny wosk, który nazywa się spermaceti. Wielorybnicy prawie je wytrzebili ze względu na tę spermę właśnie, bo ludzie używali jej do wyrobu świec, palili nią w lampach olejowych i przygotowywali z niej różnie lubrykanty, tak tak, może nawet takie lubrykanty : – ). No a że zapotrzebowanie było duże, to kaszalotów było coraz mniej.

kaiko sun rise

Wielka dziura

Co robią te piękne stworzenia w tym miejscu? I dlaczego żyją sobie tak blisko brzegu, bo zaledwie około 1,5 do 3 km od plaży? Otóż tu, na wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej Nowej Zelandii jest uskok płyty tektonicznej, co sprawia, że w tym miejscu jest już ponad 1,3 km głębokości. Ciepła woda miesza się tu z zimną, a dzięki temu jest tu zatrzęsienie kalmarów, kałamarnic, ośmiornic, jakimi żywią się te olbrzymy. Nie pogardzą również płaszczką, czy różnymi rybami żyjącymi w ogromnych ławicach. Zjadają również kałamarnice olbrzymie, które występują w tych wodach. Dowody na walki, jakie z nimi toczą widoczne są na ich ciałach w postaci rozległych ran, jakie często można obserwować. Taki wieloryb potrafi zanurkować na głębokość przekraczającą 2,2 km, a pod wodą wytrzymuje nawet do godziny. Ale potem musi się wynurzyć, taki to już los ssaka. I dzięki temu właśnie mogłem je sobie popodglądać.

ja boat kaikoura

Wielka trójka

Widziałem trzy wieloryby. Dwa kaszaloty i jednego humbaka, czyli po angielsku humpbacka. Nazwa wzięła się od garba na grzbiecie, który można podziwiać, gdy ten sobie leży na powierzchni i strzela w powietrze gejzerami.

kaiko rano

Kaikoura

Malowniczo położona, maleńka, klimatyczna mieścinka wciśnięta pomiędzy Pacyfik, a monumentalne pasmo górskie, którego szczyty sięgają wysokości 2 600 m n.p.m. To jedno z kilku zaledwie miejsc na świecie, gdzie tak wysokie góry znajdują się tak blisko linii brzegowej.

whale watch

Cisza przed burzą

Wieloryby można oglądać z  pokładu nowoczesnych łodzi obsługiwanych przez firmę Whale Watch. Kapitanowie są specjalnie przeszkoleni i wyposażeni w sprzęt do echolokacji morskich olbrzymów. Znakomicie znający te wody i zwyczaje wielorybów pracownicy tej firmy gwarantują spragnionym podglądaczom, że wieloryba zobaczą. Jeśli nie uda się, to 80% ceny biletu jest zwracane po powrocie na ląd. My mieliśmy szczęście i piękną pogodę. Trzy wieloryby, to wynik ponadprzeciętny. Początkowo nie udawało się. Krążyliśmy, nasłuchiwaliśmy i nic. Przewodnik, który na pokładzie opowiada dużo o wielorybach, ich zwyczajach, budowie, zachowaniach (a wie o czym mówi, bo pracuje tu jako naukowiec prowadzący badania nad wielorybami i dorabia sobie w Whale Watch), w pewnym momencie już mało przekonującym głosem zaczął mówić o powodach tej ciszy i zachęcał do fotografowania albatrosów olbrzymich, ptaków o największym zasięgu skrzydeł, które sobie pływały na wodzie i zdawały się drwić ze zgrai zapaleńców wiszących na balustradach z nieustannie włączonymi aparatami. Kilka fałszywych alarmów, kilka niespełnionych nadziei, aż nagle jest, wynurzył się jakieś 500 metrów od nas. Super szybka łódź pomknęła ku błyszczącej się w porannym słońcu fontannie. Jesteśmy, pstrykami, kręcimy filmy, zachwyt, uniesienie, okrzyki entuzjazmu. Ogromne, 20 metrowe, dłuższe od naszej łodzi cielsko leży na powierzchni wody tuż obok nas. Japończyk mówi, że po wyjściu z wielkiej głębokości wieloryb tak jakby sobie trochę zasypia i spokojnie oddycha, dotlenia się. Trawa to kilka minut. W pewnej chwili nasz przewodnik uczula byśmy przygotowali aparaty… i nagle cielsko daje nura, a nad wodę, jak maszt unosi się ogromny ogon, szerszy niż ja wysoki i majestatycznie, jak rufa Titanica, zapada się pod wodę.

whale 1

Potem był drugi i trzeci, a zachwyt za każdym razem równie świeży i przejmujący. Gdy ogon startował pionowo w górę, tu znowu możecie sobie poskojarzać : – ), ludzie w spontanicznym zachwycie bili brawo, oczywiście ci, którzy nie byli zajęci utrwalaniem tego na cyfrowych dyskach, większość była.

dolphins 1

Delfinem na setkę

Na koniec popłynęliśmy bliżej brzegu, gdzie szaleństwo opanowało uczestników zupełne, bo nagle znaleźliśmy się w miejscu, w którym zostaliśmy otoczeni przez niezliczone stada delfinów – gatunek po angielsku zwany Dusky Dolphin, co po naszemu znaczy ciemny, albo nawet śniady. Były ciemne, a brzuszki miały białe. Wiem to stąd, że nie tylko całymi zgrajami płynęły po obu stronach łodzi, nie tylko za nami i przed nami, ale też jak piłki skakały co chwilę nad wodę, kręciły piruety, salta, potrójne tuluby, podwójne aksle i inne figury. Było ich ze sto, albo więcej, zatrzęsienie, chmara.

kaiko fur-seal

Damy w futrach

Na skałach wzdłuż brzegu armia wylegujących się fok, gatunek z angielska zwany fur seal, bo faktycznie te foki miały futra, z których kiedyś ludzie robili sobie futra. Więc domyślacie się, że jeszcze zupełnie niedawno były na wymarciu, bo ludzi dużo, a kto by nie chciał mieć modnego, foczego futerka. Ostatnie lata to czas odbudowywania kolonii i wzrost liczebności. I to naprawdę spektakularny wzrost. Gdzie nie spojrzysz to foki, wszędzie foki, leżą i burczą. A jak podejdziesz za blisko, to biada ci, bo są naprawdę bardzo agresywne i mogą dotkliwie pokąsać. Więc z daleka proszę.

whale 4

Dobrym nasieniem się dzielę

Miejsce idealne, wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju. Kaikoura – będę tu wracał i zabierał tu tych wszystkich, którzy mają w sobie żyłkę podglądacza, którzy nie wstydzą się z pasją przyglądać zniewalającej naturze, którzy na własnym ciele chcą poczuć bryzę  wytrysku z głowy Sperm Whale’a : – )

A jakby taka bryza trafiła w jakieś niepowołane miejsce? Ciekawe jakie z tego by mogły być dzieci? Pewnie podobne do tych co się opychają w fast foodach.

True You soon

Krok IV – Spełniaj

Przyszedł czas na krok VI budowania świadomej marki osobistej – SPEŁNIAJ. Obejrzyj film, w którym go przybliżam.

https://www.youtube.com/watch?v=bJgRQrfyj_k

Fragmenty mojej książki „Naga Asu” z okazji wakacji

Naga Asu1

Siedzę w ciszy, z dala od czasożernej codzienności i piszę książkę o odkrywaniu własnej autentyczności i budowaniu świadomej marki osobistej. Pomyślałem, że chętnie przypomnę Wam o mojej książce „NAGA ASU”, która jak najbardziej pasuje tematycznie do wakacji, wyjazdów, podróży, wypraw, na jakie część z was się wybiera, jest w trakcie, a może planuje. Książka „NAGA ASU” jest opowieścią o mojej sześcioletniej podróży po krajach biednego świata, szczególnie po południowej Azji. Nie tylko podróże, przygody, rozmowy, spostrzeżenia, stosunki społeczne, polityka tzw. pomocy dla biednych, ale też moje własne doświadczenie osobistej przemiany, odkrywania siebie, spotykania, zaprzyjaźniania się, poznawania siebie w tych odmiennych od codzienności okolicznościach. Strach, głód, dramatyzm, lęk, nieprzewidywalność, fascynacja, tajemnica, mocne doznania wyzwalały ze mnie to, co na co dzień pozostaje ukryte, oswojone, wyparte. Było też śmiesznie, choć miało być podniośle i o tym będzie pierwszy z fragmentów, jakie co kilka dni będę zamieszczał na tym blogu. Przyjemnej lektury i udanych wakacji : – )


Święty dzień nastał w świętym mieście…

 

… i my uświęceni budzimy się rano do nowego życia. Serca przepełnione wiarą pukają rytmicznie, gdy biegniemy na ghaty okalające jezioro, by grzechy w nim zmyć, serca z win oczyścić, żeby lekkimi się stały, jak pióra skrzydeł aniołów, jak płatki skrzydeł motyli.

Już po schodach świętych boso zbiegamy, już nas rozdarty tłum świętych mężów z wszystkich stron oblega. Rozdzielają nas sprawnie, mnie gdzieś ciągnie jeden taki chudzielec z długą siwą brodą, w przepaskę biodrową ubrany, z nogami tonącymi we wrzodach.

– Oto jesteś w Puszkarze, mieście świętym nad świętymi – święty mąż zaczyna – tu duchowość przenika materię, tu mistycyzm wygrywa odwieczną walkę z ułudą, którą zwiesz prawdą życia. Tu, wśród nas żyją bogowie, stąd na świat spoglądają, ale im bliżej nich jesteś, tym lepiej usłyszą twe słowa, więc ciesz się i świętuj, bo właśnie możesz o wszystko ich prosić, a oni twe prośby tu spełnią…

Gdy mówi te piękne słowa składnym i płynnym angielskim, na głowie mi kropkę maluje. Potem mi w prawą rękę wsadza jakieś kwiatki, w drugą garść ryżu, na tej samej lewej nadgarstek sznurkiem owija, plącze kilka pętelek, mówiąc wciąż nieprzerwanie.

… Om, coś tam, om, coś tam, om, ble, ble, ble… – powtarza mantry słowa i każe mi je powtarzać, a w przerwach jeszcze dodaje – …za moją rodzinę…

–          Za moją rodzinę… – powtarzam z namaszczeniem.

–          …za ojca, za matkę… Masz siostrę? – dla pewności pyta.

–          Mam.

–          … za siostrę… A braci?

–          Nie mam.

–          Nie masz braci!?!

–          Nie – zapewniam ponownie widząc głupią minę tamtego. Coś jakby żal, rozczarowanie po ustach mu przemyka.

–          …za dobrą karmę, za powodzenie w życiu osobistym… Pracujesz?

–          Tak.

–          … i zawodowym… om, coś tam, om coś tam, om, ble, ble, ble…To wyjątkowe miejsce, Puszkar to święte miejsce, tu łaska bogów w powietrzu i w wodzie, w budynkach, w krowach i nawet w ludziach. Pamiętaj, że masz tylko jednych rodziców i jedną siostrę… – znów urywa z niedowierzaniem – … jedną siostrę – powtarza – …więc bądź tym bardziej szczodry, bo tylko jedni rodzice, jedna siostra… om, coś tam, om, coś tam, om, ble, ble, ble… W jakiej walucie chcesz prosić o dobrą karmę dla nich i dla siebie? Może być w dolarach, w euro, w rupiach, bogom wszystko jedno. Może być 1000 dolarów, albo 500 euro… – mój śmiech – … może być 20 dolarów, a nawet 10 dolarów… – mój śmiech – …na ile więc cenisz szczęście swoje i swoich najbliższych? – groźnym, gardłowym głosem pyta już znacznie mniej święty świętoszek.

–          Mogę wam dać 100 rupii (około 2 dolary) – krótko odpowiadam – 100 rupii za nas oboje – dodaję i wskazuję na moją dziewczynę, która z podobnym świętoszkiem męczy się tuż obok.

–          Om, coś tam, ble – w skrócie tym razem mruczy słowa modlitwy i dodaje w tym samym rytmie – wrzuć to, co ci dałem, do wody, pieniądze zapłać naszemu szefowi, który siedzi tam, pod daszkiem w cieniu. Z tym sznurkiem na nadgarstku już nikt cię tu nie zaczepi.

Przepełnieni mistyczną duchowością, odmienieni, zupełnie, jak nowi, idziemy na spacer po mieście. Poczucie odrodzenia i czystej świeżości żyje w nas dzięki wielu minutom szczerego śmiechu, jaki wzbudziły w nas rytuały, których przed chwilą dostąpiliśmy. Czyżby to ta lepsza karma spłynęła cudownie już na nas?

Do wieczora jeszcze ze stu, podobnych tamtym, nas do świętości namawia. Do hotelu wracam z rękawem utkanym z tych sznurków, że tylko dłoń widać, ale i ta cała jest wymazana w hennie przez jakieś święte kobiety, które ganiały za nami po całym Puszkarze – Przenajświętszym Mieście.