Cook Islands – na rajskich wyspach Południowego Pacyfiku mieszkałem z klasą

Moi drodzy

Tak właśnie było. Korzystałem z uroków najpiękniejszych resortów na Wyspach Cooka. Wiecie co? Uważam, że warto uzupełnić sobie taki pobyt w raju o wszelkie radości, które tę rajskość podkreślają. Jednocześnie nie byłbym sobą, gdybym na jednej z maleńkich, bezludnych wysepek nie pomieszkał sobie wzorem Robinsona. Od wielu lat wyjeżdżam w takie miejsca, zażywam luksusu, ale również zaszywam się na jakiejś urokliwej bezludnej wysepce, by przez jakiś czas pobyć sam, radzić sobie, zminimalizować wszelkie udogodnienia, pożyć w zgodzie z wymagającą naturą, zdobywać pożywienie, budować schronienie, być. Tak było i tym razem. Gdzie dokładnie mieszkałem? A to już moja tajemnica. Takie przygody Robinsonowe możecie doświadczać ze mną w ramach organizowanych przeze mnie wyjazdów motywacyjnych z agencją eventową Rule No. 8. Przygoda życia czeka : – )

btp 6 16 18

btp 6 16 19

Reklamy

Nowa Zelandia i Wyspy Cooka w moim artykule dla BusinessTravellerPoland

Moi drodzy

W lipcowym numerze BusinessTravellerPoland ukazał się mój artykuł o Nowej Zelandii i Wyspach Cooka. Załączam link do tego numeru i poniżej artykuł po angielsku. Po Polsku będzie do przeczytania w sierpniu na stronie http://www.businesstravellerpoland.pl.

http://businesstraveller.pl/archiwum/lipiec-2016

True You soon

btp 7 16 40 btp 7 16 41 btp 7 16 42 btp 7 16 43

Doświadczam po to, by się tym dzielić

Moi drodzy

Wróciłem z podróży po Wyspach Cooka i Nowej Zelandii i przepadłem bez wieści. To znaczy przepadłem na blogu, bo w życiu swoim mocno aktywny byłem przez te ostatnie dwa miesiące. Może to się wydać wielu przesadne, ale w moim odczuciu faktycznie nie miałem ostatnio przestrzeni do tego, by robić kolejne wpisy. Oczywiście, gdybym się pewnie zorganizował, to znalazł by się i czas. Nie mam usprawiedliwienia. Mam za to trzy artykuły, jakie napisałem i jakie zostały opublikowane. Zamieszczam link do pierwszego z nich. Ukazał się na stronie magazynu KMag. O czym? O Wyspach Cooka. Zainteresowanych zapraszam do lektury. Pomyślałem, że to dobry temat na wakacje.
Udanych wakacji Wam życzę : – )

http://k-mag.pl/artykul/wyspy-cooka-raj-dla-hedonistow-2/

Lazy Sunday on Rarotonga, Cook Islands Christian Church, South Pacific

church 8

Niedziela to dzień szczególny na wyspie Rarotonga. Zamiera ruch na ulicy, zamknięte są wszystkie sklepy, odświętna atmosfera udziela się wszystkim jej mieszkańcom. Nawet w resortach czuć odmianę, bo śniadania podawane zwykle do 11.00, w niedzielę serwowane są tylko do 9.30. Powód jest jeden i kluczowy: o 10.00 idzie się do kościoła. Do jakiego? Do jednego z wielu kościołów chrześcijańskich, a jest ich tu doprawdy wiele.

Tydzień temu byłem na nabożeństwie w kościele Świętych Dnia Ostatniego. Dzisiaj czas na Kościół Chrześcijański Wysp Cooka. Naprawdę ciekawe doświadczenie. Msza prowadzona jest częściowo w języku angielskim, a częściowo w lokalnym maoryskim. Niesamowite wrażenie robi śpiew damsko – męskiego churu, na głosy, z ogromną werwą, pasją. Pieśni głęboko osadzone w kulturze lokalnej, polinezyjskiej, z charakterystycznym pohukiwaniem mężczyzn, jakby bojowe nawoływania. No naprawdę ściany kościoła zbudowanego z koralowego kamienia trzęsą się, a ciało moje pokrywa się gęsią skórką. Po mszy organista dopełnia kielich wzruszenia, gdy solo wykonuje piękny utwór głosem, który niechybnie mógłby zawojować światową scenę muzyki soul, czy r’n’b.

Po koncercie uczestnicy zapraszani są osobiście przez pastora na poczęstunek. Stół zastawiony łakociami, ludzie gromadzą się, rozmawiają, pozdrawiają. Gospodyni poczęstunku opowiada o historii kościoła, który otwarty został już w 1841 roku – jak na tutejsze warunki to oznacza, że należy do najstarszych na wyspie.

Na małym skrawku lądu koegzystuje w ścisłym sąsiedztwie ogromna różnorodność wyznań, sposobów postrzegania, własnych wersji, poglądów, tradycji. Koegzystują w pokoju, wzajemnej akceptacji. Te wszystkie treści wypowiadane i wyśpiewywane podczas ich nabożeństw brzmią dzięki temu dużo bardziej autentycznie. Jeden starszy Pan, jakiego tu poznałem, z pochodzenia europejczyk, który spędził na wyspie ponad dwadzieścia lat, powiedział mi tak: Wiesz, oni tutaj są z natury usposobieni pokojowo. Oni mają tu taką swoją wspólną Trójcę Świętą: tańczyć, śpiewać i cieszyć się życiem.

Air Raro, Rarotonga, Jewish and local friends, Island host, Hollywood on Aitutaki

sea change view

A zacznę od tego Hollywood. A było to tak… Amerykanie wylądowali na wyspie Aitutaki w czasie drugiej wojny światowej, konflikt z Japonią na Pacyfiku. No i sobie tu stacjonowali, czyli obijali się i nie mieli co ze sobą zrobić, więc zbudowali drogę, po której wczoraj jeździłem na rowerze. Miejsce w którym mieli swoją bazę nazwali dla swojskiego się w nim czucia Hollywood, a nad wjazdem do bazy napisali Welcome to Hollywood. Tabliczka ze zdjęcia oryginalna nie jest, ale lokalizacja jak najbardziej. Skąd wiem? Powiedział mi o tym stary Irlandczyk, którego poznałem, a który na wyspie mieszka od 20 lat.

dinner at sea change 2

Dzisiaj wróciłem na Raro. Oczywiście od razu spotkałem się z Isabellą i Tyronem. Zamieszkałem w pięknym domku należącym do uroczego Sea Change Villas. Naprawdę cudowne miejsce, fantastycznie położone, znakomicie pomyślane, bardzo wysoki standard, mnóstwo ujmujących „bajerów”. No niedługo się zastanawialiśmy. Będzie party. Zaprosiliśmy taką przemiłą parę Izraelczyków, których poznałem w Aitutaki Lagoon i leciałem z nimi samolotem. Przygotowania, zakupy, świeża rybka od Diane, warzywa, owoce z lokalnego bazarku, dobre nowozelandzkie wino i… oto jestem gospodarzem przyjęcia na Rarotondze ; – ) Ludzie przychodzą, pukają, otwieram, pełnię rolę gospodarza : – ) No miłe to : – )

sea change dinner sea change dinner 2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak nam zleciał dzień i wieczór w cudownej atmosferze, na rozmowach i śmiechu : – ) Taka mieszanka kultur, sposobów postrzegania świata, poczucia humoru, wspomnień, przygód, stylów życia… Moje ulubione doświadczenia, które naprawdę znakomicie budują nasze wewnętrzne bogactwo jeśli tylko pozwolimy sobie się na takie doświadczenia otworzyć i z nich czerpać. No ja sobie pozwalam i bardzo to cenię.

dinner at sea change 3

 

Cudowny dzień. Morze się wścieka na rafie, palmowe liście szeleszczą w ogrodzie, wiatr monotonnie śpiewa do snu. Cały wdzięczny za życie kładę się spać.

True You soon

Czy dla każdego są takie atrakcje i przeżycia jak ta moja podróż po Wyspach Południowego Pacyfiku i Nowej Zelandii?

american runway

Napiszę dzisiaj jednak parę słów z poziomu świadomości siebie i życia jakie sobie wiedziemy. Oczywiście w kontekście tej mojej podróży.

Obiecywałem sobie, że dam sobie i ludziom odpocząć od tego całego coachingowego, rozwojowego wymądrzania. Mocno intensywnie działałem przez ostatnie lata: klienci indywidualni, warsztaty, szkolenia, wystąpienia, wykłady i książka, którą niedługo po powrocie z podróży będę wydawał. No sporo tego i chciałem sobie tak po prostu pobyć – dlatego to „Jestem : – )” na początku każdego posta na FB.  Myślę jednak, że ja tego nie jestem w stanie z siebie wyrugować , bo ja cały tym Jestem ; – ). Nawet tutaj, pewnie uwierzą ci którzy mnie znają, nawet tutaj, gdy tylko z kimś bardziej, głębiej, bliżej pobędę, to zaczyna się : – ) I tak sobie idę przez ten świat, tu coś pomogę zamieść, tam coś zasadzić, tu przeformułuje ktoś coś sobie, tam oczy otworzy albo wzrok zwróci w inną stronę, albo chociaż pod innym kątem popatrzy na sprawę, albo chociaż przytulę i w ciszy pobędę. Nic rozbudowanego, bez kontraktu, ot tak w ramach bliskiego spotkania, bo spytał, bo poprosiła o radę, bo z rozmowy wyszło, jakaś metafora, pytanie, jakiego do tej pory na ten temat sobie nie zadała. No tak czy siak, żyję więc Jestem : – ).

No ale do rzeczy. Bo kilka osób już o tym wspomniało i dzisiaj jeszcze jedna, więc już pomyślałem, że się wypowiem. Czy dla każdego takie wojaże i wolność, życie bez granic, spełnianie marzeń? Co sądzicie? Dla każdego? Co z tym Konradem, że on tak sobie beztrosko? On to się spełnia, ale to nie dla mnie. On to może, a ja to co innego. Innego?

for my wife

Jest takie zdanie, które często mówię moim klientom: ” Jeśli myślisz, że nie możesz, masz rację, jeśli uważasz, że możesz, masz rację”. Co myślisz i co uważasz ma decydujący wpływ na twoje życie. Tyle, że w tym wymądrzeniu jest jeszcze taki haczyk, że nie mówię tu o takim po prostu uważaniu. To moje częste powtarzanie, że jestem dla tych, którzy faktycznie CHCĄ żyć z pełni osobistego potencjału, spełniać się i realizować swój osobisty i zawodowy sukces, to nie jest taki tylko sobie bełkocik rozwojowy powtarzany co krok w świecie skomercjalizowanego biznesu pomocowego. Mam w tym duuuuużo głębszy zamysł na którym osadzam kompleksowy program pracy nad rozwojem moich klientów True You. Bo to chcenie to nie takie CHCENIE z poziomu rozumowego, intencyjnego. Chodzi o to chcenie podświadome, z którego nie zdajesz sobie sprawy. Chodzi o chcenie uwarunkowane. To ONO ma wpływ na to co robisz w życiu, na co sobie pozwalasz, a na co nie, w jakim jesteś miejscu, z jakim myśleniem o sobie, o ludziach, o świecie, o możliwościach jakie masz, i o niemożliwościach, jakie uważasz, że cię ograniczają. To z tego nieuświadomionego poziomu kreujesz swoje życie.

I pewnie masz „rację” twierdząc, że Konrad to może, a ja to nie. Swoją „rację”. Ja się jednak domyślam, bo z tobą nie pracowałem, więc nie wiem na pewno, ale domyślam się bazując na swoim sporym doświadczeniu w pracy z ludźmi, że gdybyśmy popracowali, to by mogło wyjść jak to jest z twoimi podświadomymi CHCENIAMI i że to z nich faktycznie wynika to, że jesteś w tym miejscu życia w którym jesteś, że masz to co masz, że wydajesz na to, a nie na coś innego, że masz do wydania tyle, a nie inaczej, że z tym, a nie innym partnerem żyjesz, takie macie zwyczaje, takie wyobrażenie o ograniczeniach, barierach, murach, tamach. Takie są wasze strefy komfortu, takie przekonania na temat tego z czym sobie byście poradzili, a z czym nie… i tak mógłbym pisać i pisać. Ja jestem najlepszym dowodem na to, że można otwierać kolejne drzwi do komnat wewnętrznego pałacu – tak pałacu!!!, a nie jakiejś jednoizbowej lepianki. No jest ich sporo, pozwalam sobie je widzieć i choć czasem się boję to i na otwieranie się decyduję. I wiesz co? Zarąbiste i często niespodziewane odkrycia tam dokonuję. I wiesz co? To jest fascynująca sprawa tak się odkrywać wciąż i wciąż z pasją, znajdować i korzystać z tych znalezisk. Tylko to faktycznie wymaga gotowości do codziennego podważania siebie z wczoraj, zrezygnowania z  wygody myślenia o sobie, że się siebie zna, wie się kim się jest, z automatyzmów, z wgranych gotowców, schematów poznawczych itp. .

banyan 2 avatar aitutaki

 

Najbardziej będziesz sobą, gdy zapomnisz o tych nalepkach, którymi się określiłeś/łaś. Rozumiesz? Jestem : – ) Podążam za pasją, którą pozwoliłem sobie w sobie odkryć. Jestem ; – ) Pozwoliłem sobie wyzwolić się z podświadomych kajdan, które trzymały i więziły. Jestem ; – ) Pozwoliłem sobie dzięki temu na odkrycie i doprecyzowanie własnej misji i wizji. W towarzystwie tej pierwszej zasuwam ku tej drugiej. Jestem : – ) Akceptuję się i kocham. Jestem : – ) Daję z siebie to, co we mnie najlepsze INNYM. Dzielę się sobą i tym dobrym, co przeze mnie do ludzi dociera i korzystnie wpływa na ich życie. Jestem : – ) i gdy tak sobie Jestem : – ) to dzieją się w moim życiu te rzeczy, które spójnie wynikają z tego co CHCĘ wewnętrznie i zewnętrznie, bo te CHCENIA są spójne, grają do jednej bramki, tworzą synergię i nie ma na nie siły, bo każda z sił im sprzyja i je wspiera i się z nimi wiąże.

A do tego jeszcze mnóstwo roboty mnie to kosztowało, dobrej, wartościowej i cenionej roboty. Całą energię swoją emanuję w tym kierunku, nie rozdrabniam się, nie marnuję na nieważne rzeczy. wiem czego CHCĘ i to robię. I mam z tego radochę, bo kocham to robić. Wielka sprawa. Oczywiście wielka, ale do zrobienia. Zależy tylko czy CHCESZ.

leśna droga

 

Czy podróże egzotyczne dla każdego? Myślę, że tylko dla tego, kto CHCE – tak w tym opisanym przeze mnie rozumieniu CHCE. Jeśli nie wiesz jak CHCIEĆ, nie umiesz CHCIEĆ, ale byś CHCIAŁ umieć tak CHCIEĆ, to zapewniam cię, że to da się zrobić. Zamiast zazdrościć, podziwiać, wkurzać się, będziesz robić to swoje i już, i będziesz sobie mógł/mogła mówić: Jestem : – ) Fajnie jest mówić Jestem : – ), a jeszcze fajniej jest co całym sobą czuć. Cud istnienia : – ), a zarazem jego natura.

 

 

 

 

Napiszę tu jutro moją misję i wizję. Może weź sobie za wzór te moje i spróbuj określić własne. Oczywiście trzeba się do tego trochę przygotować, uchylić wrota tamy jaka więzi wody twojej energii życiowej i broni kontaktu ze sobą, ale tak na próbę, dla smaku spróbuj określić swoją życiową misję i wizję i zobacz jak ci z tym. Uffff….

Na dzisiaj koniec ; – ) Wracam do jedzenia pyszności : – ) Siedzę sobie w knajpce na otwartym powietrzu, jakiś muzyk lokalny śpiewa po maorysku, a ja mam na stole świeżo złowioną game fish a za plecami bufet pełen lokalnych owoców i warzyw : – ) Teraz to już cały Jestem : – ) apetytem. Yummy : – )

PS: zdjęcia z dzisiaj – jeździłem sobie na rowerze po Aitutaki : – ). O tym skąd się wzięła tam tabliczka „Welcome to Hollywood” napiszę jutro.

Polowanie na wodach południowego Pacyfiku

O piątej rano pobudka i już chwilę później jedziemy przez noc main road do portu. Tak dla jasności  na Rarotondze są dwie drogi, rzeczona, zewnętrzna, tuż przy brzegu, przy resortach, oczywiście wkoło wyspy, 32 km (dla braci biegaczy nadmienię tylko że raz w roku odbywa się tu bieg – może ktoś miałby ochotę na Rarotonga Circle? – biegam tu co rano, trenuję : – )) i druga, back road, bardziej w głębi lądu, wokół której toczy się życie miejscowych ludzi i miejscowej przyrody.

No ale wracając do opowieści, to już jesteśmy w porcie, wsiadamy na łódź i ruszamy w noc na rozszalały Pacyfik. Łódź skacze jak piłka na sporych falach. Wędki w wodę i już wkrótce jest pierwsze branie. – dla niewiedzących uwielbiam wędkowanie i marzyłem by zmierzyć się z mieszkańcami morskich głębin południowego Pacyfiku. I to dosłownie głębin, bo około 1,5 mili morskiej od brzegu jest już prawie mila wody pod kilem  : – )

Pierwsze branie, które ja zacinam i już walczę z potworem. Po 10 min na pokładzie ląduje pierwszy tuńczyk żółtopłetwy. Za chwilę kolejny, i jeszcze jeden na innych wędkach. Poranek i pogoda sprzyjają częstym braniom.

yellow fin tuna

Huśtawka na falach jednak sprawia, że towarzysze wyprawy po kolei lądują na kolankach z głowami za burtą. I tak z butnych i zarozumiałych  kapitanów wózków na zakupy w hipermarketach zamieniają się kolejni panowie w wyjące szczurki lądowe z zapłakanymi oczami w czerwonych obwolutkach na białych jak ich własne pośladki twarzach. Po dwóch godzinach kapitan łodzi lituje się nad nimi i wracamy do portu wysadzić zombich. Oczywiście przesadzam teraz. Dzielni byli ludzie. Bardzo im współczuję, bo natura jest taka, że jeden może, a drugi żeby nie wiem jak chciał, to rzyga i tyle. Wracamy na może z jedną tylko dziewczyną z Włoch, która żyje od kilku lat w Nowej Zelandii. Dzielnie się trzyma i łowi chwilę później pokaźną sztukę. Jeszcze kilka pada moim łupem, podczas gdy kryzys dopadł i moją towarzyszkę.

tuna

Wiedziałem, że kocham morze i ono mnie z wzajemnością. Już kilka razy na wzburzonym morzu pływałem i wspomnienia mam tylko takie, że dobrze mi na wodzie, a bujanie w jakiś taki dobry stan wprowadza, ekscytuje na początku, bawi, a z czasem koi, relaksuje, wprowadza w przyjemny stan dziecka kołysanego przez troskliwego rodzica. Tak było i tym razem. Lucky me.

Na połowy wybrałem się z najlepszymi w tym fachu na wyspie. Zresztą przez wspólnych znajomych już w sobotę poznałem Diane, więc nawet nie było mowy o kimś z konkurencji. Diane jest prawdziwą Marlin Queen (tak nazywa się ich firma, mają trzy łodzie i naprawdę super załogę), pełną pasji, uroczą kobietą, która wraz z mężem prowadzi ten biznes od kilku lat. Cudowni ludzie. Prowadzą też knajpkę Bite Time zaraz przy lokalnym bazarku, tuż obok portu. Co serwują? No świeżą rybkę oczywiście : – ) pod postacią Ika Mata i w innych wydaniach. Wyborne : – )

Marlin queen Diane

Rybki wyfiletowane w porcie trafiają do reklamówek i potem jeżdżę po wyspie i podrzucam znajomym wyspiarzom. Będzie dużo pysznego Ika Mata. Niestety nie będzie mi dane zasiadać z nimi przy stołach, bo mam tylko czas na spakowanie i ruszam w drogę.

airraro 15 sits

Dokąd tym maluchem lecę? Tam skąd właśnie dla Was piszę, ale o tym jutro…

True You soon