Bezpieczna Przystań

psc fb 1

Moi drodzy
Bazując od wielu lat na poleceniach od osób którym pomogłem, nie nagłaśniałem tego, że moim głównym zajęciem jest wspieranie ludzi podczas spotkań indywidualnych. Pozwalałem tej mojej działalności rozwijać się wyłącznie poprzez tzw. pocztę pantoflową. Doszedłem jednak do wniosku, że w ten sposób nie wszyscy wiedzieli o tym, jak mogą ze mnie skorzystać, że jestem osobą, która może im pomóc w sprawach, z jakimi się zmagają. Wielu nie zdawało sobie sprawy, że z osobami prywatnymi pracuję za stawki, na które mogą sobie pozwolić. Klientów indywidualnych przyjmuję w trzech miejscach. Jednym z nich jest Przystań Psychologiczna przy pl. Konstytucji w Warszawie. Poniższy link daje częściową odpowiedź na to z jakimi tematami można się do mnie zgłaszać, co uważam za istotne i w jaki sposób można rozpocząć przygodę zadbania o siebie w moim towarzystwie.

http://www.przystan-psychologiczna.pl/coaching

Reklamy

Twoje największe podświadome motywacje cz. I – potrzeba bezpieczeństwa, a misja

ty 1

Na filmie, który zamieszczam poniżej odnoszę się do tytułu tego posta. We wpisie chcę tylko zwrócić twoją uwagę na to, że mówię i piszę o rzeczach, których większość z nas nie rejestruje z wykorzystaniem zmysłów, jakimi się na co dzień w życiu posługuje: wzrok, słuch, smak, węch, dotyk. To, że czegoś nie dostrzegasz, nie oznacza, że tego nie ma. To, że uważasz, że znasz motywacje, jakimi się w życiu posługujesz nie oznacza, że nie są one jedynie twoimi iluzjami, tzw. postracjonalizacjami, jakie produkuje twój umysł, by ten umysł miał poczucie, że wie co robi i dlaczego. Przyczyny tego, co doświadczasz znajdują się w tobie, w przestrzeniach do których nie masz dostępu. Efekty tego, co dzieje się w twojej podświadomości, są tym do czego masz jakiś dostęp, dostrzegasz je, słyszysz, potrafisz nazwać. Poszukiwanie rozwiązań swoich problemów, sposobów na realizowanie swoich celów, spełnianie pomysłów na siebie, na relacje jakie tworzysz, związki jakie budujesz, rodziny jakie zakładasz, biznesy jakie prowadzisz, kariery jakie chcesz rozwijać, na poziomie dostępnym twoim zmysłom, jest zwykle mało skuteczne. Odwoływanie się do objawów ma działanie mało efektywne. Przyczyny są tam, gdzie się ich nie spodziewasz, gdzie nie umiesz dotrzeć, gdzie potrzebujesz wsparcia, jeśli chcesz faktycznie, skutecznie i trwale otworzyć się na to, co stanowi o jakości twojego życia, jest twoje, spójne z tobą i pełnią twojego osobistego potencjału. Doświadczenie otwierania się na siebie to najpiękniejsza przygoda, jaką możesz w życiu przeżyć. To podróż, która prowadzi cię kursem wzdłuż archipelagu wysp, na których czekają twoje skarby.

Jak „robienie laski” wpływa na odkrywanie własnej świadomości?

psc sp 3

W tym tekście nie chodzi  mi wcale o dołożenie politykom, ani przełożonym, nie kieruję zarzutów do rodziców swoich dzieci, nauczycieli swoich uczniów, a nawet do coachów swoich klientów. Piszę o tym do siebie, bo jako istota niezwykle ludzka w swoim człowieczeństwie podlegam działaniu mechanizmów, strategii i procesów, jakich dekodowaniu poświęciłem ostatnie lata swojego życia. Skąd pomysł na to, by je odkrywać, poznawać, wyciągać z nich wnioski, tworzyć skuteczne sposoby pracy nad ich neutralizacją? Z własnego, osobistego doświadczenia. Po co to robię? Bo taką, w oparciu o trudne życiowe doświadczenia, odkryłem dla siebie misję.

W jednym z ostatnich wywiadów, jakiego udzieliłem dla portalu Kasa na Obcasach, dziennikarka zapytała mnie o cechy jakimi powinien moim zdaniem charakteryzować się „dobry” coach. Dla mnie „dobry” coach to po prostu człowiek świadomy, który dodatkowo dysponuje znajomością narzędzi i technik sprzyjających efektywnej pracy nad rozwojem osobistym drugiego człowieka. Znajomość rzeczonych technik i narzędzi, posiadanie certyfikatów, akredytacji, nie są wystarczającym zestawem gwarantującym to, że coach jest „dobry”. Niezbędny jest warunek świadomości tego człowieka. Jak rozumiem świadomość? Czynników jest wiele i będę jeszcze o nich pisał. Dzisiaj chcę skoncentrować się na jednym z nich, na AKCEPTACJI.

Czym jest akceptacja? Posługujący się swoim ułomnym umysłem człowiek, w dobrej wierze, w oparciu o bazujący na zmysłach wzroku, słuchu, dotyku system poznawczy, tworzy największą halucynację jaką jest polaryzacja, podział na to co dobre, a co złe, co słuszne, co niesłuszne, co cenne, co bezwartościowe, co przyjemne, co nieprzyjemne, co bezpieczne, a co groźne… Opiera swoje myśli, emocje i działania na tym, co nauczył się uważać za takie, a nie inne. Stworzył schematyczny system ocen, osądów i interpretacji, którymi nadaje znaczenie temu, czego doświadcza, ludziom, zdarzeniom, zachowaniom, a nawet swoim wyobrażeniom na temat intencji ludzi, losu, świata, na różne sposoby rozumianej siły wyższej. „Moje zdanie jest PRAWDĄ” – uważa człowiek i w oparciu o to nieprawdziwe wyobrażenie, przepełniony zawsze „pozytywnymi” intencjami brnie na oślep przez gąszcz iluzji walcząc beznadziejnie o to, by innych ludzi i świat dopasowywać do swojej „niewidzącej wizji”. Umysł lęka się odmienności. Umysł szuka podobieństw, bo tylko wśród podobieństw potrafi zaznać ułudy bezpieczeństwa. O nic mu tak nie chodzi, jak o to właśnie, by to nietrwałe bezpieczeństwo sobie wywalczyć, zdobyć, a potem znów walczyć o to, by go nie utracić. Jeśli jesteś do mnie podobny – mówi nieświadomy umysł – to dostaniesz moją akceptację. Jeśli się ode mnie różnisz, to będę walczył o to, by cię na właściwą drogę nawrócić. Albo jesteś do mnie podobny i wtedy czuję się z tobą bezpiecznie, albo jesteś dla mnie groźny i muszę cię przerobić, albo odrzucić. Chcesz mojej akceptacji, to się zmień. Czy są od tego jakieś wyjątki? Dla umysłu nieświadomego nie ma, bo tak jest zaprogramowany. Jedno to potrzeba bezpieczeństwa, a drugie to potrzeba przynależności. Chcesz przynależeć? Dostosuj się. Chcesz akceptacji? Dostosuj się. Zmień się, bądź taki jak ja, albo jesteś zły. Zgadzaj się ze mną i tymi, co mówią, myślą i robią jak ja. Ubieraj się tak jak my, rób to co my, tak jak my. Rezygnuj z siebie, ze swoich marzeń, swojej wyjątkowości, a dostaniesz nagrodę akceptacji.

Czy to jest akceptacja? Akceptacja to głębokie doświadczenie tego, że życie, drugi człowiek, zdarzenia, zjawiska, wszystko co cię otacza jest takie, jakie jest i już. To świadomość siebie, świadomość człowieka, mechanizmów, strategii i procesów jakie powodują nim w życiu. Jestem świadomy, więc przyjmuję, otwieram się, uelastyczniam swoje poglądy, przeświadczenia, pewniki i dogmaty, jakie we mnie wtłoczono w procesach wychowawczych, socjalizacyjnych, społecznych. Czy akceptacja jest postawą bierną? Nie , jest działaniem świadomym, w którym z zaangażowaniem, pasją, radością, spokojem przeżywam swoje spójne wewnętrzno – zewnętrznie życie. Jestem świadkiem siebie, realizuję swoją misję, z poczuciem sensu żyję dla dobra swojego i innych ludzi. Nie chcę zmieniać drugiego człowieka, nie chcę poprawiać świata, nie chcę by ludzie byli lepsi niż są, nie chcę kreować ich na kogoś kim nie są, nie mam najmniejszego zamiaru stwarzać nikogo na swój obraz i podobieństwo. W stwarzaniu innych na swój obraz i podobieństwo nie ma nic boskiego. Jest w tym dużo nieświadomości, lęku, opresji, czyli cech nieświadomego umysłu. Każda, nawet najbardziej niewinna moim zdaniem próba zmiany drugiego człowieka, jest nieświadomym aktem gwałtu. Odpowiedzią na gwałt jest uruchamianie mechanizmów obronnych, do których należą: ucieczka, atak lub okopanie się, ukrycie w skorupie. Kto z was nie doświadczył próby gwałtu na sobie ze strony członków rodziny, przedstawicieli społeczeństwa? Jeśli jest ktoś taki, to proszę o kontakt. Popracujemy nad tym co usunąłeś/łaś z pamięci, co wyparłeś/łaś, co przeformułowałeś/łaś i dołączysz do pozostałych.

Przez większość swojego życia krzywdziłem w ten sposób innych ludzi, również swoich bliskich, tak bliskich, że bliżej się nie da. I co? Zrozumienie stało się impulsem do uruchomienia procesu otwierania się na świadomą akceptację. To pozwoliło mi na pracę z drugim człowiekiem, pracę, która opiera się na świadomej akceptacji, która jest motorem naturalnego, głębokiego rozwoju. Czy to znaczy, że jestem w pełni świadomy? Skądże. Dąż do świadomości siebie, ale jednocześnie zachęcam cię byś unikał/a ludzi, którzy mówią o sobie, że są. Ja po prostu jestem na drodze. Upadam, by się podnieść i kroczyć nią dla siebie i innych.

Próba zmiany siebie, drugiego człowieka, jakiegokolwiek przejawu życia skończy się zawsze tym samym. Poczuciem bycia nieakceptowanym. Tak jak jest, jest dobrze, zawsze. To, że się z tym nie zgadzasz jest tylko i wyłącznie wynikiem twojej nieświadomości, uwikłania, niezrozumienia istoty życia. Świadoma akceptacja jest najmocniejszym czynnikiem rozwoju własnego i rozwoju drugiego człowieka. Dojrzewanie do wyzwolenia w sobie doświadczenia świadomej akceptacji jest pięknym aktem stanowiącym kwintesencję człowieczeństwa. Po to jesteśmy na świecie. Temu służy nasze życie. Z tego możemy czerpać i dawać z siebie innym.  Zresztą inni są inni tylko na poziomie percepcji naszego, ograniczonego zmysłami umysłu, który myśli że wie, bo nie jest świadomy. Ale to jest już temat na kolejną opowieść.

A jak „robienie laski” wpływa na odkrywanie własnej świadomości? Zobaczcie : – )

„Naga Asu” w serii wydawniczej „Naokoło Świata”

Zaczytując się książkami podróżniczymi i reportażami ze świata marzyłem, że kiedyś wydam własną książkę o świecie i moich podróżach. Gdy dostałem maila od Pani Prezes Wydawnictwa Zysk i S-ka, że moja książka zostanie wydana, rozpłakałem się ze szczęścia. „Naga Asu” została wydana w serii „Naokoło Świata”. Gdy zacząłem przeglądać zgromadzone na moich półkach książki podróżnicze okazało się, że większość z nich pochodzi z tej właśnie serii. Dołączyłem do tego zacnego grona autorów, których przez lata czytałem, którzy rozbudzali moją wyobraźnię, entuzjazm do podróży i pisania. Czyje książki publikowano w tej serii? Oto kilka nazwisk: Roald Amundsen, Olgierd Budrewicz, Thor Heyerdahl, Ernest Hemingway, Karen Blixen, Roman Bratny, Melchior Wańkowicz, Arkady Fiedler, Antonio Halik, Krzysztof Baranowski, Ryszard Kapuściński…

Poniżej fragment z podróży po Nepalu dotkniętym wojną domową:

 

Podróż ciągnie się w nieskończoność…

 

…Ze zmęczenia nie myślę, nie pragnę, nie istnieję. Trwam w charakterystyczny na tubylców sposób. Czynności życiowe ograniczone do ledwie zauważalnego oddychania. Ciało poddaje się bezwolnie uderzeniom i wstrząsom rozklekotanego autobusu. Od kilku godzin ciężko to jednak nazwać jazdą. Na niekończących się serpentynach pojazd wlecze się w tempie wygłodniałego, stuletniego żółwia, który podąża za pochodem trochę młodszych, lecz równie zniedołężniałych ślimaków. Ślimaki to ciężarówki, jadące jedna za drugą, aż do kolejnego zakrętu. Na każdym zakręcie trzeba stanąć i czekać w kolejce, bo z przeciwnej strony taki sam wąż ślimaków stoi i syczy powietrzem wypuszczanym z przeciążonych wspinaczką hamulców. Czekać trzeba, bo zakręt jest zbyt wąski, by minęły się na nim dwa wielkie ślimaki. Kilka ciężarówek z naszej kolejki przesuwa się wolno nad kilkusetmetrową przepaścią i znika za skalną ścianą. Zajmujemy ich miejsca i znowu stoimy. Wreszcie i my wjeżdżamy za skałę, a oczom ukazuje się fascynująca przestrzeń dzikiego wąwozu wyrżniętego w ciele ziemi przez płynącą w dole rzekę. Na widok pięknego krajobrazu już jestem gotów się ożywić, gdy spostrzegam, że przed nami jeszcze co najmniej dziesięć takich zakrętów. Zostaje tylko ta przestrzeń, bo fascynacja znów kryje się pod kołdrą otępienia, znużenia, trwania, a w końcu snu.

 

Potężny huk…

 

…szarpnięcie, autobus przechyla się niebezpiecznie na prawo. Słyszę krzyki pasażerów przedzierające się przez piszczący, jednostajny dźwięk w mojej głowie, który włączył się po tym, jak nią uderzyłem o podłokietnik fotela po drugiej stronie przejścia. Stoimy, a raczej leżymy w rowie. Głowa mi krwawi. Dobrze, że nie zjechaliśmy z drogi po drugiej stronie, bo tam rów ma z 500 metrów głębokości. Oddycham z ulgą. W tym momencie otwierają się drzwi obok kierowcy. Do środka wchodzi pięciu mężczyzn z karabinami. Krzyczą na całe gardła i biją kolbami po głowach tych, którzy siedzą bliżej przejścia. Siedzę przy przejściu, ale nie mogę przesiąść się pod okno. Oni krzyczą, a ja nie mogę wydobyć z siebie dźwięku, choć bardzo chcę. Straciłem czucie w członkach, nie mogę wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Podchodzą do mnie, zaczynają się naradzać. Serce mi wali, czekam na werdykt. Ten pierwszy, najbardziej pyskaty i najchętniej bijący kolbą, warknął na swoich towarzyszy, którzy się chyba na coś nie chcieli zgodzić, i wysiada z autobusu tylnymi drzwiami. Założyli mi na głowę czarny, lniany worek. Szczęście, że nie foliowy ─ myślę przerażony tym, co się dzieje. Wiążą mi z tyłu ręce jakimś kablem, wywlekają z autobusu, rzucają na pakę furgonetki, gdzie leży już kilku innych pasażerów, i ruszają dzikim pędem w nieznane. Tym razem zupełnie rozbudzam się z odrętwienia, chociaż zdaje mi się, że śnię.

Pierwsze wrażenie – co o nas mówi, czym jest, skąd się bieże i jakie ma znaczenie

Na warsztatach poświęconych budowaniu marki osobistej przyglądam się z uczestnikami kwestii pierwszego wrażenia i jego wpływu na relacje z ludźmi, skuteczność prowadzonego biznesu, klientów. Ileż radości przynosi zaskoczenie faktem, że tej samej osobie zaprezentowanej w różnych odsłonach wizerunkowych na kilku zdjęciach, jesteśmy gotowi przypisywać tak odmienne cechy.

Z niesamowitą konsekwencją potrafimy sądzić ludzi po pozorach. To, co zwykle myślimy, to wcale nie są myśli, lecz zwykłe automatyzmy, skróty myślowe. Ułamek sekundy i już jest kompletny gotowiec. Takie ma auto, taki na przedmieściu domek, jest zabiegany i ubranie ma czyste, markowe. Skoro tak, to musi być mądry, zaradny, wykształcony pewnie i często wesoły. Pewnie ma dobrą pracę, żonę ładną i dzieci uśmiechnięte, miłe i dobrze się uczące. Z pewnością i psa ma o gładkiej sierści, dobre relacje z rodziną i na wakacje jeździ do egzotycznych krajów. Wzrost wyższy niż przeciętna i dobrze skrojony garnitur? A to założę się, że stanowisko menadżerskie. Szczupły? Zdrową żywność jada, jest mądry i świadomy siebie. Wystarczy jednak, że nasze przekonania o bogactwie są naznaczone różnymi ograniczeniami. Ocena dobrze ubranej osoby zmienia się diametralnie. To z pewnością jakiś kłamca, kombinator, złodziej i cwaniaczek. Garniturek, teczka, dobrze ostrzyżony? Z takim nie pogada. Wnerwia mnie na dzień dobry. Na pewno zaniedbuje rodzinę, na dziwki chodzi i nie ma na nic czasu. Co to za życie? Wolałbym nawet tego nie próbować. Pewnie stresu ma mnóstwo, z urzędem skarbowym problemy, sprawy w sądzie i podwładnych poniża. Bo niby czego się po nim spodziewać? Niczego dobrego. Dzięki Bogu nie jestem taki. I jeszcze ten wielki, drogi samochód.  Z pewnością leczy swoje kompleksy, bo niby po co by mu było takie auto.

Gotowiec wyskoczył. Często nawet nie uświadomiony. Pojawiła się adekwatna emocja, a za nią też przyszła postawa. Wyobraźmy sobie spotkanie takiego z takim. Odchylone ciało, spuszczona głowa, sztywność w postawie, wzrok unikający spotkania, głos zachowawczy, niższy, ściśnięte usta. Wszystkie te głosy z ciała czyta ciało rozmówcy i również przyjmuje postawę obronną. Ułamki sekundy sprawiły, że choć brak rozmowy, wspólnych doświadczeń, przeżyć, szans sprawdzenia w boju, mamy wroga, a przynajmniej na przyjaźń szansa zmalała niemalże do zera. Co winien jest temu ów człowiek? Nic. Schemat po prostu zadziałał. Gdzie w tym myślenie, gdzie rozsądek, rozum? Przychodzi później w tak zwanych postracjonalizacjach. Wszystko sobie wyjaśnię, na pytania odpowiem. Jedno jest pewne, że to ja mam rację, a moja racja zacznie się teraz potwierdzać. Z każdego zachowania i doświadczenia, jakie mnie od tej pory spotka, będę wyławiał co mogę, by dorzucić do worka uzasadnień. A nie mówiłem? Wszystko się zgadza. A jeśli coś się zdarzy, co nam nie pasuje? I na to się znajdzie taka interpretacja, która potwierdzi, co nasze. Sprytne, wygodne, ślepe, ale za to moje, własne i wara ode mnie tym wszystkim, co chcą to poddać w wątpliwość.

Ależ bardzo proszę. Nie mam zamiaru się wtrącać. Wolnoć Tomku w swoim małym, ale za to zbudowanym z grubych murów domku. No i jeszcze szczęścia życzę w opierającym się głównie na relacjach życiu osobistym i zawodowym. Jeśli ktoś nie pozwala sobie na świadome dbanie o swój własny rozwój, temu szczęście z pewnością się przyda.

 

Konrad Wilkautor1