Mam papiery na spełnianie pasji :- )

żagle 2

Podekscytowany i zmęczony dzielę się moi drodzy z wami swoim szczęściem. Dzisiaj zakończyłem miesięczny kurs i zdałem egzaminy na żeglarza jachtowego i sternika motorowodnego:-) Nie było lekko. Pasja sformalizowana. Marzenia do realizacji gotowe. Czas urzeczywistniać i ruszać na wodę !!!

Reklamy

Fragmenty mojej książki „Naga Asu” z okazji wakacji

Naga Asu1

Siedzę w ciszy, z dala od czasożernej codzienności i piszę książkę o odkrywaniu własnej autentyczności i budowaniu świadomej marki osobistej. Pomyślałem, że chętnie przypomnę Wam o mojej książce „NAGA ASU”, która jak najbardziej pasuje tematycznie do wakacji, wyjazdów, podróży, wypraw, na jakie część z was się wybiera, jest w trakcie, a może planuje. Książka „NAGA ASU” jest opowieścią o mojej sześcioletniej podróży po krajach biednego świata, szczególnie po południowej Azji. Nie tylko podróże, przygody, rozmowy, spostrzeżenia, stosunki społeczne, polityka tzw. pomocy dla biednych, ale też moje własne doświadczenie osobistej przemiany, odkrywania siebie, spotykania, zaprzyjaźniania się, poznawania siebie w tych odmiennych od codzienności okolicznościach. Strach, głód, dramatyzm, lęk, nieprzewidywalność, fascynacja, tajemnica, mocne doznania wyzwalały ze mnie to, co na co dzień pozostaje ukryte, oswojone, wyparte. Było też śmiesznie, choć miało być podniośle i o tym będzie pierwszy z fragmentów, jakie co kilka dni będę zamieszczał na tym blogu. Przyjemnej lektury i udanych wakacji : – )


Święty dzień nastał w świętym mieście…

 

… i my uświęceni budzimy się rano do nowego życia. Serca przepełnione wiarą pukają rytmicznie, gdy biegniemy na ghaty okalające jezioro, by grzechy w nim zmyć, serca z win oczyścić, żeby lekkimi się stały, jak pióra skrzydeł aniołów, jak płatki skrzydeł motyli.

Już po schodach świętych boso zbiegamy, już nas rozdarty tłum świętych mężów z wszystkich stron oblega. Rozdzielają nas sprawnie, mnie gdzieś ciągnie jeden taki chudzielec z długą siwą brodą, w przepaskę biodrową ubrany, z nogami tonącymi we wrzodach.

– Oto jesteś w Puszkarze, mieście świętym nad świętymi – święty mąż zaczyna – tu duchowość przenika materię, tu mistycyzm wygrywa odwieczną walkę z ułudą, którą zwiesz prawdą życia. Tu, wśród nas żyją bogowie, stąd na świat spoglądają, ale im bliżej nich jesteś, tym lepiej usłyszą twe słowa, więc ciesz się i świętuj, bo właśnie możesz o wszystko ich prosić, a oni twe prośby tu spełnią…

Gdy mówi te piękne słowa składnym i płynnym angielskim, na głowie mi kropkę maluje. Potem mi w prawą rękę wsadza jakieś kwiatki, w drugą garść ryżu, na tej samej lewej nadgarstek sznurkiem owija, plącze kilka pętelek, mówiąc wciąż nieprzerwanie.

… Om, coś tam, om, coś tam, om, ble, ble, ble… – powtarza mantry słowa i każe mi je powtarzać, a w przerwach jeszcze dodaje – …za moją rodzinę…

–          Za moją rodzinę… – powtarzam z namaszczeniem.

–          …za ojca, za matkę… Masz siostrę? – dla pewności pyta.

–          Mam.

–          … za siostrę… A braci?

–          Nie mam.

–          Nie masz braci!?!

–          Nie – zapewniam ponownie widząc głupią minę tamtego. Coś jakby żal, rozczarowanie po ustach mu przemyka.

–          …za dobrą karmę, za powodzenie w życiu osobistym… Pracujesz?

–          Tak.

–          … i zawodowym… om, coś tam, om coś tam, om, ble, ble, ble…To wyjątkowe miejsce, Puszkar to święte miejsce, tu łaska bogów w powietrzu i w wodzie, w budynkach, w krowach i nawet w ludziach. Pamiętaj, że masz tylko jednych rodziców i jedną siostrę… – znów urywa z niedowierzaniem – … jedną siostrę – powtarza – …więc bądź tym bardziej szczodry, bo tylko jedni rodzice, jedna siostra… om, coś tam, om, coś tam, om, ble, ble, ble… W jakiej walucie chcesz prosić o dobrą karmę dla nich i dla siebie? Może być w dolarach, w euro, w rupiach, bogom wszystko jedno. Może być 1000 dolarów, albo 500 euro… – mój śmiech – … może być 20 dolarów, a nawet 10 dolarów… – mój śmiech – …na ile więc cenisz szczęście swoje i swoich najbliższych? – groźnym, gardłowym głosem pyta już znacznie mniej święty świętoszek.

–          Mogę wam dać 100 rupii (około 2 dolary) – krótko odpowiadam – 100 rupii za nas oboje – dodaję i wskazuję na moją dziewczynę, która z podobnym świętoszkiem męczy się tuż obok.

–          Om, coś tam, ble – w skrócie tym razem mruczy słowa modlitwy i dodaje w tym samym rytmie – wrzuć to, co ci dałem, do wody, pieniądze zapłać naszemu szefowi, który siedzi tam, pod daszkiem w cieniu. Z tym sznurkiem na nadgarstku już nikt cię tu nie zaczepi.

Przepełnieni mistyczną duchowością, odmienieni, zupełnie, jak nowi, idziemy na spacer po mieście. Poczucie odrodzenia i czystej świeżości żyje w nas dzięki wielu minutom szczerego śmiechu, jaki wzbudziły w nas rytuały, których przed chwilą dostąpiliśmy. Czyżby to ta lepsza karma spłynęła cudownie już na nas?

Do wieczora jeszcze ze stu, podobnych tamtym, nas do świętości namawia. Do hotelu wracam z rękawem utkanym z tych sznurków, że tylko dłoń widać, ale i ta cała jest wymazana w hennie przez jakieś święte kobiety, które ganiały za nami po całym Puszkarze – Przenajświętszym Mieście.